Minął rok od wprowadzenia kontrowersyjnych przepisów, których celem było ustrzeżenie klientów przed nieuczciwymi praktykami przedsiębiorstw. Czy tak też się stało? Osobiście, na hasło promocja jestem znacznie bardziej podejrzliwa niż kiedykolwiek – oto moje wnioski po ponad 365 dniach po dyrektywie Omnibus.

Dyrektywa Omnibus

Na moment przenosimy się do 2019 roku, a konkretniej 27 listopada. Wówczas, uchwalono dyrektywę unijną zapowiadającą nowe przepisy wobec praw ochrony konsumentów. Droga do rzeczywistych zmian w tym zakresie potrwała dość długo. Dyrektywa weszła w życie 7 stycznia 2020 roku, a państwa członkowskie miały dostosować się do niej do 28 listopada 2021 roku. Finalnie, obowiązywać zaczęła w Polsce dopiero wraz z dniem 1 stycznia 2023 roku. Wynika to m.in. z konieczności zmian obowiązujących wówczas ustaw. Przypomnijmy jednak, co ma na celu kontrowersyjny art. 6a ust. 1 dodanego dyrektywą Omnibus do dyrektywy 98/6/WE.

”Ma zapobiec sztucznemu zawyżaniu ceny odniesienia przez podmioty gospodarcze lub wprowadzaniu konsumentów w błąd, jeżeli chodzi o wysokość obniżki. Zwiększa on przejrzystość i gwarantuje, że po ogłoszeniu obniżki ceny konsumenci faktycznie płacą za towary mniej. Nowy przepis w sprawie obniżek cen umożliwia ponadto organom egzekwującym prawo i organom nadzoru rynku łatwiejsze kontrolowanie uczciwości obniżek cen, ponieważ określa jasne zasady dotyczące „wcześniejszej” ceny odniesienia, która musi być podstawą ogłaszanej obniżki.”

Ściślej ujmując, gdy towar zostanie objęty jakąkolwiek promocją, konieczna jest widoczna adnotacja dotycząca najniższej ceny na przestrzeni 30 ostatnich dni.

Promocja nie musi oznaczać niższej ceny…

Przedsiębiorcy nie kryli awersji, albowiem nowe przepisy ograniczały wiele sztuczek marketingowych, które były wykorzystywane latami. Mowa tu m.in. o sztucznym zawyżaniu cen oraz ogłaszaniu promocji, które w istocie nie miały nic wspólnego z obniżką cen. Najlepszym przykładem takowych działań może być m.in. Black Friday, w trakcie którego topowe firmy zbierały prawdziwe żniwa. Mniej świadomi konsumenci nie porównywali cen, a ciesząc się z oszczędności – nierzadko przepłacali.

Pierwsze tygodnie 2023 roku były pełne wątpliwości, ponieważ przedsiębiorcy nie do końca wiedzieli w jaki sposób mają przedstawiać najniższą cenę, a część z nich starała się to wykorzystać na własną korzyść. Niemniej, wysokie kary i weryfikacja stosowania się do dyrektywy Omnibus – przyniosła rezultat. Na ten moment, większość sklepów online, jak i stacjonarnych nie uchyla się od zawarcia informacji. Niemniej, hasło promocja w dalszym ciągu wydaje mi się być nadużywane. Pytanie więc, czy założenia unijne rozwiązały istniejący problem, a skutek jest bliski oczekiwaniom? I tak, i nie…

Promocja? Nie, dziękuje

Starając się być świadomym konsumentem, należy podchodzić do zakupów z doprawdy dużą rezerwą. Wystarczy, że wejdziemy na stronę dowolnego sklepu z elektroniką lub AGD, aby ujrzeć promocyjny baner. Ukłony dla osób, które wymyślają nazewnictwa akcji rabatowych – nie sądziłam, że może być aż tyle okazji do świętowania.

Rabaty wydają się być na pierwszy rzut oka dość konkurencyjne. Gdy ujrzymy adnotację dotyczącą najniższej ceny z 30 dni przed obniżką – bywa różnie. Nie miałam większego problemu, aby znaleźć produkty oferowane w promocji, których wspomniana cena była wyższa o… 1 zł. Nie, to nie żart, choć brzmi to dość zabawnie. Pewne sklepy wprowadziły kolejne adnotacje – m.in. cenę bezpośrednio przed obniżką lub cenę bez kodu. Ta, rzeczywiście sprawia, że promocja jest godna zainteresowania.

Promocja

Myślę, że dyrektywa Omnibus nieco ograniczyła możliwość stosowania nieuczciwych praktyk przez firmy, jednak to od naszej spostrzegawczości zależy, czy skorzystamy z jej stosowania przez sklepy. Niezależnie od tego czy mowa o stronie internetowej, czy stacjonarnej placówce – zawsze kierujmy się wspomnianą adnotacją o najniższej cenie. Tylko to, może ustrzec nas przed ewentualnym przepłaceniem. Ze swojej strony, zachęcam do śledzenia porównywarek cenowych, a także samodzielnego researchu przed zakupem. Przez tak duże nasilenie chybionych oszczędności, mogą umknąć nam rzeczywiste promocje. Tak, te nadal są możliwe. Przykładem może być m.in. ostatnia wyprzedaż akumulatorów ogłoszona przez Lidl, a nawet zniżki w liniach lotniczych.

Może zainteresować Cię również: DUKA zapłaci ponad 1,5 mln złotych kary. Robiłeś tu zakupy? Sprawdź, czy należy Ci się zwrot.