środa, 19 czerwca

Chiński serwis internetowy rozwija się w zastraszającym tempie, a ilość realizowanych przesyłek zawstydza większość platform. Niespełna tydzień temu otwarto pierwszy sklep Shein w Polsce (pop-up store), co wiązało się kuriozalnymi kolejkami w galerii Młociny. Entuzjazm konsumentów jest dla mnie wytłumaczalny, choć zupełnie niezrozumiały. Dziś podzielę się 3 powodami dla których nie robię zakupów na Shein.

Furora Shein w Polsce i pierwszy sklep

Chińska firma została zarejestrowana w 2008 roku, jednak początkowo trudziła się głównie w dostawach, aniżeli samodzielnej sprzedaży i produkcji asortymentu. Towary pozyskiwano z Kantonu, regionu kojarzonego z sercem rozmaitego przemysłu. Zwrot akcji nastąpił niespełna kilka lat temu, co okazało się być strzałem w dziesiątkę. Warto zaznaczyć, że Shein nie zajmuje się wyłącznie sprzedażą ubrań, ale również gadżetów i nieco droższych urządzeń dla domu. Jak wynika z raportów, aplikacja służąca do zakupów zyskiwała rekordowe ilości pobrań, a największy wynik osiągnęła w ubiegłym roku. Donald Tang – wiceprezes wykonawczy, poinformował wówczas o najwyższej dotychczas rentowności w pierwszej połowie 2023 roku.

We recorded the highest first half net profit in the company’s history, compared to a near break-even during the same period in 2022.

Donald Tang, CNBC

Pogłoski o otwarciu sklepów pojawiały się stosunkowo często, choć zapewne niewielu z nas obstawiało, że będzie dotyczyło to także naszego kraju. Jak wynika jednak z analiz, Shein zajęło 7 miejsce na liście Top online stores in Poland in 2023.

Pierwszy sklep w Polsce to koncepcja pop-up store, czyli lokalizacja tymczasowa – działająca wyłącznie przez kilka dni. Otwarcie odbyło się 17 maja, kiedy to galerię Młociny wypełniły tłumy konsumentów. Shein narobiło hałasu, a zakupów mogliśmy dokonać wyłącznie do 22 maja. Najnowsza kolekcja okazała się być na tyle zachęcająca, że śmiałkowie spędzili w kolejce nawet kilka godzin. Przyznaję, że sama obserwowałam na bieżąco sytuację, ale nie z uwagi na wspomniane tłumy (oczekiwanie na towary nie powinno być nam obce). Moje zainteresowanie było uwarunkowane poszukiwaniem korzyści wśród takowych konsumentów. Klienci nie kupowali sprzętów, które mogłyby wiązać się z ewentualnym zarobkiem. Nie było tam też towarów, których nie ma w innych sklepach. Fenomen jest jednak dość jasny, choć osobiście przyprawia mnie o mdłości…

3 powody dla których nie robię zakupów na Shein

Import i eksport towarów z najbardziej odległych zakątków świata nie jest dla nas czymś szokującym. Na co dzień kupujemy produkty, które zapewne przepłynęły lub przeleciały więcej świata, niż my sami. Znaczek Made in China nie budzi odrazy, choć to nadeszło z czasem. Większość przedsiębiorstw chwalących się wytwarzaniem towarów w kraju ojczystym, decyduje się na fabryki w Azji, a więc i tanią siłę roboczą. Gdy nieco dłużej poszperamy, okazuje się, że jedyne co łączy produkt z polską flagą to etap projektowania. O wielu niechlubnych praktykach słyszymy niemal codziennie, a skandaliczne warunki zdają się nie szokować. Sama produkcja to jednak nie wszystko, co powinno odstraszać.

Po pierwsze…

Zdarza się żartobliwie mawiać, że na tanie produkty najzwyczajniej nas nie stać. Może brzmieć to jak oksymoron, jednak mało tu paradoksu. Znaczna część sprowadzanych towarów z Chin, nijak ma się do europejskich standardów i jakości wykonania. Są pewne wyjątki, albowiem nie wszystkie fabryki są prowizorycznym kołchozem, jednak nie jest to ten typ firm, o którym myślimy w odniesieniu do tanich zakupów. Decydując się na zakup nienależycie wykonanych towarów, które nie spełniają norm – należy liczyć się z konsekwencjami. W zależności od kategorii, mowa tu o materiale, jakości surowców, kompetencji zatrudnionych osób i nie tylko.

Podświadomie słyszę głosy rozwścieczonych obrońców tanich produktów, którzy warunkują ich zakup ograniczonym budżetem. Pytanie jednak, na jak długo starczą i czy ich użytkowanie będzie komfortowe oraz bezpieczne? Niewykluczone, że po stosunkowo krótkim czasie ponownie zawitamy do sklepu internetowego, ponieważ koszulka, słuchawki lub gadżety dla domu ulegną uszkodzeniu. Finalnie, zapłacimy podwójnie, a prędzej czy później sytuacja się powtórzy. Zaznaczę jednak, że za tak marną jakość nie winię osób odpowiedzialnych za ich wykonanie. Kilkanaście godzin pracy i konieczność utrzymywania narzuconego tempa… to nie może się udać.

Osobiście wolę odpuścić zakup tanich alternatyw wobec których nie mam zaufania, a to z uwagi na bezpieczeństwo i oszczędności. Oczywiście, wiele produktów, które nie pochodzą z Shein i podobnych platform również mogło zostać wykonane w Azji – normy, jakie musiały spełnić mogą być jednak zgoła inne. Jeśli jednak miałabym ponosić mniejszy wydatek, ale kilkukrotnie, wolę zaczekać i dołożyć kilka groszy do czegoś, co posłuży mi na lata.

Fot. Shein

Po drugie…

Zastanówmy się, ile czasu, pieniędzy i urządzeń musimy posiadać, aby rozkręcić biznes w Polsce. Opłaty, wynagrodzenia, zapewnienie pracownikom odpowiednich warunków. Wiele firm narzeka na aktualnie obowiązujące przepisy i podatki, a mali przedsiębiorcy mimowolnie uciekają z rynku. Dziś jednak nie o tym mowa, choć ustalenie skali problemu jest tu dość istotne. Chiński system pracy nieco różni się od polskich warunków, jednak niezależnie od miejsca na kuli ziemskiej, warunki pracy powinny być zachowane w należytym stanie.

Pogłoski o nieprzestrzeganiu przepisów w Azji są na porządku dziennym, swoje śledztwa przeprowadzali liczni dziennikarze i stacje telewizyjne. Rzekomy wymiar pracy u boku Shein sięgał nawet kilkunastu godzin dziennie. Aby liczyć na w miarę godziwe zarobki, należało wytworzyć kilkaset ubrań każdego dnia (za jedno z nich, gigant miałby płacić około 18 groszy). Produkcja w skali miesiąca przez jednego pracownika, równałaby się z uszyciem ponad 14 tys. sztuk. Z racji na popularność opublikowanego materiału na łamach Channel 4, przedsiębiorstwo odniosło się do plotek. Twierdzi, że nie akceptuje takowych praktyk, a sytuacja zostanie wyjaśniona wewnętrznie. Biorąc pod uwagę fakt, że dociekliwy informator sam miał zatrudnić się w fabryce, nie ma tu miejsca na czyste domysły wyssane z palca.

Jeśli firmom opłaca się sprzedawać gadżety i ubrania za ta tak niskie stawki, aby Polacy stali po nie kilka godzin w kolejce, wnioski nasuwają się same. Mimo, że towary muszą pokonać stosunkowo długą podróż, w dalszym ciągu są tanie jak barszcz. Jeśli tego typu fabryki miałyby działać zgodnie z prawem, chętnie poznałabym ich sposób zarządzania, który pozwala na spełnienie norm, opłatę pracowników i zarobek. Zaznaczam jednak, że Shein nie jest tu jedynym winowajcą – tak działać ma znaczna część zakładów.

Po trzecie…

Jak wynika ze wspomnianych wcześniej informacji, ilość wytwarzanych produktów jest zatrważająca. Przypomnę, że jeden pracownik miałby szyć w skali miesiąca około kilkunastu tysięcy sztuk. Trudno jednoznacznie ustalić ile osób zatrudnia jedna fabryka, jednak w skali wszystkich zakładów to niewyobrażalne ilości. Biorąc pod uwagę dostępność i wybór asortymentu, końcowa suma mogłaby niejednego z nas przerazić.

Toniemy w śmieciach, które stanowią również zużyte akcesoria, zniszczone ubrania i nie tylko. Osobiście stawiam na jakość, a nie ilość. Najzwyczajniej w świecie wolę posiadać jedną dobrą rzecz, zamiast trzech o marnym składzie i wykonaniu. Sama stronię od ubrań z drugiej ręki, tak jak i lumpeksów, jednak gromadzenie góry szmat jest mi równie obce. Decydując się na zakup produktów o wiadomym pochodzeniu (a przynajmniej na tyle, na ile to możliwe), mam świadomość że posłużą mi znacznie dłużej. Przy okazji, bez większych przeszkód sprzedam je w równie dobrym stanie.

Abstrahując od ekologii i standardów pracy, nasuwa mi się jeszcze jedna myśl. W ostatnich latach obserwuje trend, który niejako bije w zakupoholizm i drogie produkty, a jednocześnie zachęca do slow-fashion. Ideę wspieram, jednak czasem w parze z powyższym idzie kupowanie dużej ilości tanich produktów z drugiej ręki. W istocie nie ma w tym nic złego, jednak z punktu widzenia psychologii, uzależniamy się od nabywania coraz większych ilości rzeczy, których nie potrzebujemy. Ich cena wydaje się być na tyle atrakcyjna, że nie zastanawiamy się dłużej nad zakupem. Pytanie, czy ma to sens? Odpowiedź pozostawię każdemu z osobna.

Shein to zaledwie ułamek skali problemu, którego skutki odczuwać będziemy wówczas, gdy będzie za późno. Wspominając o zabrudzonych plażach, niewychowaniu mieszkańców, pracujących dzieciach i wszechobecnym plastiku, nie zapominajmy że wiele z nas również w tym uczestniczy.

Może zainteresować Cię również: Śmieci na plażach, w lasach i wszechobecny plastik. Za 11% zanieczyszczeń odpowiada popularna marka, którą kochają również Polacy

Moja obecność w redakcji Think-About oraz 3D-Info wiąże się z wieloma aktywnościami w zakresie działań komercyjnych. Na co dzień uczestniczę w procesach sprzedażowych, bliscy są mi również nasi partnerzy. Marketing jest moją pasją od wielu lat, co bezpośrednio wiąże się również z pozyskaniem wyższego wykształcenia w tymże kierunku. Realizacja tak obszernych działań pozwala niemal codziennie szukać nowych wyzwań. Z przyjemnością pobudzam do pracy szare komórki, gdy pora na dozę kreatywności oraz wykazanie się znajomością realnych oczekiwań marek, które zamierzają współtworzyć specjalne projekty u boku redakcji. Znalezienie wspólnego celu oraz wypracowanie dedykowanych rozwiązań bywa niezwykle satysfakcjonujące. Rola Sales Managera nie jest więc skupiona tylko na zagadnieniach z zakresu e-commerce ale również kontaktach z ludźmi. Otwarcie na potrzeby drugiej strony jest kluczowe, aby realizacja była zarówno atrakcyjna, jak i wartościowa. Wspólnie z redaktorami redakcji mogę poszerzać swoją wiedzę również w zakresie technologii, nowoczesnych rozwiązań, a nawet AGD.   Moja przygoda w T-A oraz 3D-Info trwa stosunkowo krótko, jednak sama podróż w to miejsce rozpoczęła się blisko 8 lat temu. Wówczas pasją stała się komunikacja, social media, reklama oraz e-commerce. Dotychczas zajmowałam się komercjalizacją treści, prowadzeniem kampanii z wykorzystaniem mediów społecznościowych, fotografią, a także m.in. drobnymi działaniami z zakresu Google Ads i cross-marketingu. Dzięki zdobywaniu doświadczenia w wielu sektorach, jest mi łatwiej zrozumieć potrzeby partnerów.   Na co dzień w dalszym ciągu rozwijam swoje kompetencje w wyżej wymienionych kategoriach, choć największą frajdę przynosi mi fotografia oraz grafika. Niezwykle bliska jest mi również muzyka, co niejako wiąże się z moim artystycznym usposobieniem. Nie jest mi obca troska o dobrostan zwierząt, walka o ich prawa i należyte traktowanie. Dążę do wyznaczonych sobie celów i nie cofam się, gdy na horyzoncie pojawiają się niedogodności losu.