niedziela, 14 lipca

Jeśli przyjmujesz płatności w uśmiechach bąbelków istnieje duże prawdopodobieństwo, że ID. Buzz jest samochodem, który Ci się zwróci z nawiązką. Każdy inny przypadek może być dotkliwy dla Twoich rozliczeń. Nikt jednak nie odbierze Ci ogromu frajdy z dokonanego wyboru. Oto 6 moich spostrzeżeń.

Rozwożąc radość

Swoje opowieści o samochodach zawsze rozpoczynam od parametrów technicznych i osiągów. ID. Buzz to auto, w którym wszelkie dane liczbowe schodzą na drugi plan. Przede wszystkim jest to pojazd jedyny w swoim rodzaju. Nie istnieje konkurent, z którym mógłbym go zestawić ceną, osiągami czy parametrami. Druga kwestia jest taka, że absolutnie nikt nie kupi go dla jego technicznych właściwości. Troszkę dlatego, że są pomijalne, a troszkę dlatego, że niezbyt imponujące. Tym co się liczy jest jego urok, który czyni z niego ulicznego celebrytę.

Testowałem już kilka fajnych samochodów. Żaden jednak nie wzbudzał tak dużego zainteresowania jak elektryczne cargo od Volkswagena. Przypadkowe znajomości, płynące z chodników uśmiechy i palce wskazujące twoją furgonetkę to codzienność kierowcy ID. Buzza. Nawet Jeep Gladiator, którego testowałem w tym roku nie wzbudził ułamka tego zainteresowania. Muszę przyznać, że to bardzo satysfakcjonujące. Jest to jednocześnie duża podpowiedź w kwestii dedykowanego zastosowania tego auta. To pojazd o ogromnym potencjalne reklamowym. Zainteresowaniem nie ustępuje super-samochodom jednak nawet pomimo swojej elektrycznej natury pozostaje dużo bardziej praktyczny. Doświadczyłem tego na drifting’owej imprezie SpeedGames, gdzie liczba chętnych do sfotografowania mojego dostawczaka nie ustępowała liczbą fotografiom wykonywanymi z prawdziwymi sportowymi perełkami.

Busiarski influencer

Muszę przyznać, że zaskoczyły mnie szczególnie reakcje profesjonalistów. Myślałem, że osoby wykorzystujące auto zawodowo będą mieć dużo zastrzeżeń do dziwacznej bryły, elektrycznego napędu i wysokiej ceny. Znam bardziej praktyczne i tańsze elektryczne cargo, które były jawnie wzgardzone przez dostawców. Tymczasem ID. Buzz jest kochany przez wszystkich, a kierowców zawodowych w szczególności. Wielu wręcz nie mogło się powstrzymać przed zaczepieniem mnie na chwilę rozmowy. Jakież było moje zaskoczenie kiedy nikt nie zapytał mnie o zasięg czy cenę. Każdy chciał natomiast wsiąść do środka, zajrzeć do przestrzeni ładunkowej i dowiedzieć się czy prowadzenie sprawia jakąś ponadprzeciętną frajdę. Poznałem całą masę fajnych ludzi!

Zaskakujące jak wiele osób stwierdziło, że „mój” ID. Buzz na pewno jest w leasingu . Jakby rozmówcy próbowali uzasadnić w moim imieniu tak nietypowy zakup. 

Przecież to transporter

Dawno nie widziałem Volkswagena, który byłby w tak dużym zakresie zaprojektowany od podstaw. Oczywiście oprócz innowacyjnej charakterystyki przynosi to nieco wad wieku dziecięcego. Odniosłem chociażby wrażenie, że zabrakło czasu na testy wszelkich mechanizmów na linkach. Otwieranie klapki ładowania czy maski, wskazywały na pełne niedoskonałości projektu. Pierwsza z nich została wyłamana, chociaż uczciwie nie wiem jaki był w tym udział technologii, a jaki działalności dziennikarzy. Mechanizm otwierania maski chodził natomiast tak źle, że dwukrotnie przyciąłem sobie dłoń samą dźwigienką.

Dobrych i sprawdzonych rozwiązań nie jest znowuż też tak mało. Deska rozdzielcza, kierownica i fotele, to elementy, które zdają się być wyciągnięte żywcem z Transportera i Caddy. Mówimy więc o praktyczności, trwałych materiałach, dobrym wykonaniu i innych cechach, które niespecjalnie pasują do powierzchowności ID. Buzza, ale sprawiają, że w tej zabawkowej obudowie znajduje się intuicyjny i solidnie wykonany samochód.

Pustak na kołach

Najwięcej zastrzeżeń mam do wrażeń z jazdy. Wyjątkowo dziwaczne jest połączenie spłaszczonej maski z szybą tak znacząco odsuniętą od kierowcy. Samochód jest więc dość zwinny, ale trudno to wykorzystać z maksymalną precyzją.

Zawieszenie jest zwyczajnie nieprzyjemne. Jestem przyzwyczajony do tego, że dostawczak bez ładunku potrafi dziwnie sprężynować. Tutaj jednak to sprężynowanie osiąga apogeum, co jest potęgowane przez dziwaczny rozkład masy. Podejrzewam, że winne są duże akumulatory. ID.Buzz jest nieproporcjonalnie ciężki, a w dodatku musi być przygotowany do przewożenia dodatkowego ładunku. Zachowuje się jak zabawkowy resorak. Wyobrażam sobie, że jazda walcem w warunkach ograniczonej nieważkości nieważkości oferowałaby podobne doznania.

Przytoczone przykrości dotyczą przede wszystkim jazdy miejskiej – pokonywania krawężników i progów spowalniających. Wrażeń nie poprawia trzyosobowa kanapa, która nie zapewnia choćby cienia trzymania bocznego. 

Duży plus przyznaję natomiast za absurdalnie dobry promień skrętu. Na końcu mojej ulicy jest miejsce do zawracania, które pokonuję na dwa razy moją Hondą Civic. Tymczasem ID. Buzz zjada ją na raz i to bez dojeżdżania do samej krawędzi. Jest to całkiem spore auto, które momentami zachowuje się jak wózek widłowy. 

Pozorny pozorant

Ostatecznie mogłoby się wydawać, że ID. Buzz to auto zbudowane w celach czysto wizerunkowych. Samochód, który wprost nawiązuje do kultowego T1 otrzymuje elektryczny napęd i jest sprzedawany w zaskakująco wysokiej cenie (od 229 000 zł). Sytuacja przypomina raczej premierę pokazowego XL1 niż wysokonakładowego Transportera.

Jednak po bliższych zapoznaniu się z ID. Buzz Cargo muszę stwierdzić, że to auto które było projektowane jako samochód, który będzie pracował jako pojazd dostawczy. Jego podłoga o długości 2,24 metra pomieści dwie euro-palety. Wewnątrz przestrzeni ładunkowej ulokowano szyny ułatwiające zarządzanie przestrzenią. Nawet wykończenia kabiny pasażerskiej wskazują, ze to auto, które które jest gotowe na szorstkie traktowanie i regularne mycie na mokro. Kilka razy miałem okazję przewieźć nim większe ładunki. Połączenie drzwi bocznych i dzielonych drzwi tylnych sprawiają, że pakowanie i zarządzenie załadunkiem jest dziecinnie proste. Wszystko to czyni z niego idealne auto eventowe o czym napiszę pewnie osobny artykuł.

Aby mówić o ID. Buzz jak o pełnoprawnym dostawczaku brakuje mi jednej właściwości i wcale nie jest nią zasięg. Jak wcześniej wspomniałem nawet pusty ID. Buzz jest autem dość ciężkim i to tutaj pojawia się jego największa użytkowa słabość, czyli maksymalny załadunek. Ładowność to 575 kg, czyli mniej niż w Caddy. Uciąg na poziomie 1000 kg również rozczarowuje.

Cyfry zawsze na końcu

Finalnie nie mogę pominąć kilku istotnych danych liczbowych. Zastosowany akumulator ma pojemność 77 kWh. Odnotowane przeze mnie zużycie prądu było w granicach 23-26 kWh w zależności od rodzaju drogi. Oznacza to, że na jednym ładowaniu dałbym radę pokonać ponad 300 km. Warunkiem byłoby wybranie bocznych dróg z minimalną liczbą skrzyżowań. Na autostradzie spędziłem niewiele czasu, wystarczająco jednak aby zauważyć, że ID. Buzz Cargo potrafi pobierać ponad 35 kWh.

Ładowanie odbywa się prądem zmiennym o mocy 11 kW (lub stałym do 170 kW). Producent deklaruje, że ładowanie do 80% na szybkiej ładowarce zajmie około 30 min. Wybierając prąd zmienny, na pełne naładowanie poczekamy 7-8 godzin.

Zastosowany silnik teoretycznie generuje 204 km, ale osobiście nie mogę w to uwierzyć. Nie odnotowałem, żeby ID. Buzz ponadprzeciętnie przyspieszał, a już na pewno aby był szybki.

Volkswagen ID. Buzz – podsumujmy to szybko

Volkswagen ID. Buzz to przyciągający spojrzenia samochód, idealny do działalności reklamowej lub eventowej. Cargo nie udaje samochodu, którym nie jest – posiada mądrze rozplanowaną przestrzeń ładunkową, a do pełni szczęścia brakuje jedynie większego udźwigu. Jazda tym dziwacznym pojazdem nie należy do szczególnie przyjemnych, ale jest to rekompensowane przez uśmiechy napływające ze wszystkich stron. Od strony technicznej to poprawne auto. Zapewnia dobry zasięg, szybkie ładowanie oraz sprawdzone wykończenia, zapożyczone z klasyków niemieckiego koncernu. Jeśli szukasz praktycznego wozu, który wyróżni się w tłumie, to ID. Buzz może być autem dla Ciebie.

Jeżeli jednak jesteś pragmatykiem i za jakiegoś powodu potrzebujesz elektrycznego dostawczaka, koniecznie przeczytaj moją opinię o Renault Kangoo.

Jestem wydawcą i redaktorem naczelnym think-about.pl. Moją specjalizacją są opracowania związane z przydomowym garażem i warsztatem. Tematyką zająłem się na poważnie w 2015 roku zakładając z grupą przyjaciół pracownię galanterii drewnianej. Przyjmując rolę producenta elementów oświetleniowych i ozdobnych miałem do czynienia z szerokim wachlarzem narzędzi warsztatowych. Wtedy to też na bazie własnych doświadczeń zacząłem przygotowywać pierwsze rankingi narzędzi i artykuły o poszczególnych markach. Cenię wysokiej klasy produkty i umiem docenić ich zastosowania profesjonalne. Jako ex-profesjonalista i konsument-hobbysta jestem jednak fanem łączenia tanich narzędzi i wysokiej jakości oprzyrządowania. Chętnie sięgam m.in. po produkty z dyskontów. Moja opinia o narzędziach parkside to jedno z najczęściej czytanych opracowań na stronie. Jestem również autorem pierwszych w polsce niezależnych testów grilli gazowych i robotów koszących. Planując kolejne teksty przemycam również moją pasję do motoryzacji. Samochody testuję od 2019, a na think-about.pl publikuję przede wszystkim recenzje i artykuł dotyczące aut użytkowych oraz rodzinnych. Moje doświadczenia dziennikarskie sięgają 2007 roku, kiedy to stworzyłem redakcję technologiczną w domenie 3d-info. Portal z krótkimi przerwami istnieje do dziś. Jako autor zawodowy pracuję od 2010 roku. Większość swojej kariery spędziłem korporacjach medialnych i magazynach drukowanych, współtworząc takie tytuły jak Android Magazine PCFormat, Komputer Świat i PCWorld. Tym ostatnim opiekowałem się najdłużej, bo aż do połowy 2023 roku, pełniąc zaszczytną rolę redaktora naczelnego. Jestem też współtwórcą Think-About. Portal powstał w 2012 roku jako projekt hobbystyczny, aby 10 lat później stać się moim kluczowym zajęciem. Z wykształcenia jestem ekonomistą, ale nigdy nie podjąłem pracy związanej z kierunkiem studiów. Mam przywilej łączenia swoich pasji z wykonywanym zawodem. Chętnie sięgam po literaturę dotyczącą zarządzania i biznesu - szczególnie w ujęciu internetowym. Regularnie poszukuję historii ciekawych przedsięwzięć oraz rozwijam się jako wszechstronny administrator i webmaster. Dobrze znam się na sprzęcie komputerowym i pomimo natłoku obowiązków, pozostaję graczem ubóstwiającym tytuły fabularne. Kiedy odchodzę wreszcie od ekranu staram się jak najwięcej biegać. Motywuję się do regularnego wysiłku wyszukując nieszablonowe biegi masowe, w których chętnie biorę udział.