Każdy posiadacz auta wie, że sprzątanie to niemal rutyna. Posiadając odkurzacz samochodowy możemy wyczyścić wnętrze o każdej porze dnia i nocy, bez kolejek i opłat. Pytanie, czy warto go kupić? Szukając ideału, przekonałam się, że kupno efektywnego modelu to niemałe wyzwanie.

Bycie kierowcą to przejaw odpowiedzialności, ale również samodzielność oraz wygoda. Nie muszę być zależna od innych domowników, komunikacji miejskiej, a przy okazji ustrzegam się przed jej wysokimi kosztami. Wierzcie mi lub nie, ale publiczny transport w Poznaniu wcale nie jest tanią alternatywą dla poruszania się po mieście. Najtańszy bilet 15-minutowy kosztuje 4 zł, a przy wszechobecnych remontach i popołudniowych korkach, kwadrans to doprawdy niewiele. Oczywiście auto to również skarbonka, ale swoja i to w komfortowym wydaniu.

Aby zachować samochód w należytym stanie, utrzymanie czystości to podstawa. Przyznaję, że pod tym względem jestem perfekcjonistką, jednak do wizyt na odkurzaczu na myjni zawsze podchodzę z małą niechęcią. Rzadko kiedy zdarza się, abym nie musiała oczekiwać w kolejce, a podczas sprzątania – czuję niemal oddech na plecach pozostałych kierowców. Pośpiech nie jest dobrym doradcą, ale trudno mówić tu o spokoju, a więc i należytej dokładności. Zwłaszcza, że stanowiska nie oferują zbyt dużo przestrzeni, a dotarcie do trudno dostępnych miejsc w aucie to czasem spore wyzwanie. Najwyższa pora zaopatrzyć się w bezprzewodowy odkurzacz samochodowy! Czy będzie to łatwy wybór? Zakładałam, że wystarczy kwadrans researchu lub jedna wizyta w elektromarkecie, ależ się myliłam…

Fot. Adobe Stock/Tomasz Zajda

Jaki powinien być odkurzacz samochodowy?

Nigdy nie miałam okazji kupować odkurzacza do auta, jednak znając priorytety, którymi radzę sugerować się w przypadku akumulatorowych modeli, sprawa wydawała się jasna. Kilka kluczowych parametrów, które wzięłam pod uwagę podczas poszukiwań to:

  • pojemność akumulatora – wypływająca bezpośrednio na czas pracy,
  • moc urządzenia i moc ssania – okruszki, kurz i włosy to trio, które musi zniknąć,
  • czas ładowania – jeśli z jakichś przyczyn odkurzacz samochodowy ulegnie rozładowaniu, chciałabym możliwie najszybciej wznowić pracę,
  • pojemność zbiornika na nieczystości – konieczności opróżniania w trakcie sprzątania wolałabym uniknąć.

Odkurzacz samochodowy ma być użytkowany przeze mnie dość często, a więc komfortowy uchwyt oraz niska waga może stanowić istotną zaletę. Nie wymagam obecności filtra, jednak dodatkowe końcówki byłyby naprawdę przydatne. Tak, jak i sam wskaźnik naładowania. Zupełnie zbędna wydaje mi się opcja pracy na mokro. Nie odkurzam wycieraczek, gdy są one świeżo umyte, a rozlewania napojów jakimś cudem – udaje mi się uniknąć. Przechodząc jednak do zakupu – byłam świadoma różnic względem wydajności między tradycyjnymi odkurzaczami akumulatorowymi i wam też radzę. Porównywanie osiągów popularnych modeli, które słono kosztują nie ma sensu. Zwłaszcza, że wnętrze samochodu nie jest raczej tak wymagające, jak twarde powierzchnie w mieszkaniu. Pytanie, jak rynek zweryfikował moje oczekiwania?

Fot. Adobe Stock/ hedgehog94

Odkurzacz samochodowy – parametry, które wołają o pomstę do nieba

Osobiście najczęściej dokonuję zakupów online, a kilkugodzinne odwiedziny galerii handlowych uważam za tortury. Aby jednak sprawdzić, jak wyglądają sprzęty w kwestii wizualnej i zaznajomić się z ich ciężkością, wybrałam się do dwóch popularnych elektromarketów. Jak się domyślałam, w sklepach stacjonarnych znalazłam zaledwie kilka modeli, które pozostawiały wiele do życzenia. Udało mi się jednak ustalić, że najlepszym wyborem będzie odkurzacz samochodowy ważący w granicach 1,5 kg. Chcąc zapoznać się z nieco lepszymi propozycjami, rozpoczęłam intensywne poszukiwania w internecie. Okazało się, że nie będzie to tak drobiazgowa decyzja, jak zakładałam.

Pierwszym parametrem, który wprawił mnie w konsternację to czas użytkowania. Oczywiście auto nie posiada metrażu, który wymagałby długich cykli pracy, ale 8 lub 10 minut? Przez ten czas nie będę w stanie nawet posprzątać wnętrza i zajrzeć do bagażnika. Początkowo zakładałam, że to kwestia pojedynczych modeli, jednak podobne parametry proponuje nawet Electrolux, czy Black&Decker. Nawiasem mówiąc, modele od kilku producentów pozwalały na pracę do 12 minut, natomiast ich ładowanie miałoby wynosić nawet 12 godzin. Nie, to nie pomyłka – na zasilanie należy poświęcić pół doby. Finalnie, pośród wielu ofert o tak zabawnych osiągach, udało mi się znaleźć bardziej efektywne sprzęty. Kilka z nich, jest w stanie pracować do 30 minut, co jest dla mnie w pełni satysfakcjonujące.

Odkurzacz samochodowy musi zmierzyć się z wieloma wyzwaniami, a więc aspekty takie jak moc urządzenia i moc ssania, mają realny wpływ na zadowolenie ze sprzątania. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że wiele modeli chwali się mocą w zakresie 40-70 Wat. Dolna granica brzmi jak totalna pomyłka, choć i górna wartość nie zwala z nóg. Takowych parametrów możemy spodziewać w 90% urządzeń, których cena wynosi do około 250-300 zł. Innymi słowy, aby odkurzacz był dla nas rzeczywiście przydatny, budżetowe rozwiązania odpadają. Sytuacja ta diametralnie zmienia się, gdy przekroczymy magiczną barierę cenową – możemy liczyć zarówno na dłuższą pracę, jak i nieco większą moc. Nie są to cuda, jednak odkurzacz samochodowy o mocy 120 Wat jest już rozsądniejszym wyborem.

Fot. Adobe Stock/Nomad_Soul

Ilość przeglądanych ofert pominęłam więc o wcześniej wspomniane modele i okazało się, że zostało ich doprawdy niewiele. Zwłaszcza po tym, gdy ustaliłam, że pewne z nich nie posiadają w komplecie akumulatora. Przyznam, że jest to dla mnie dość niezrozumiałe, ponieważ odkurzacz samochodowy jest wówczas niekompletny. Nie chcę nawet myśleć, ile osób kupiło takowe urządzenia, a przekonało się o braku wyposażenia dopiero po fakcie. Owszem, możemy wówczas wybrać pojemność baterii dostosowaną do naszych potrzeb, ale naraża nas to na dodatkowe koszta.

Reasumując – godnymi rozważenia modelami są te, których pojemność akumulatora sięga około 2000 mAh, a moc wynosi co najmniej 120 Wat. Czynnikiem decydującym może być również wyposażenie, możliwość wyboru trybu pracy, lekka waga i objętość zbiornika na kurz. Nieco droższe odkurzacze posiadają filtrację, wskaźnik naładowania, a nawet doświetlenie LED. Wierzcie lub nie, ale biorąc pod uwagę każdy powyższy parametr, będzie to zaledwie kilkanaście modeli na rynku. Oczywiście można pójść w pewnych kwestiach na kompromis, ale pytanie czy wówczas zakup będzie miał sens. Kilkuminutowa praca, niewystarczające ssanie, ale i niski koszt – może bardziej satysfakcjonujący efekt uzyskamy podczas wizyty na odkurzaczu w pobliżu stacji?

Opłacalność: odkurzanie na myjniach i stacjach, a odkurzacz samochodowy

Sprzątanie na zatłoczonej myjni lub stacji nie należy do przyjemności, ale nierzadko jest jedyną możliwością. Koszt może różnić się w zależności od miejsca, jak i miasta. Na kilku pobliskich myjniach, stawka odkurzania za minutę waha się od 1,50 zł do 2,50 zł. Przyjmując, że zajęłoby mi to 10 minut, koszt w najtańszym punkcie wyniesie 15 zł. Mam świadomość, że wielu kierowców spędza tam znacznie mniej czasu, ale mowa tu o kompleksowym odkurzeniu auta i bagażnika, a nie pobieżnym zassaniu paprochów z przedniej tapicerki. Zakładając, że przyjeżdżam raz w tygodniu, w skali miesiąca jest to 60 zł (720 zł/rok). Istnieje również opcja skorzystania z odkurzacza na stacji, tam jednak w wielu przypadkach należy zakupić żetony (stawki są w miarę podobne).

Odkurzacz samochodowy kupujemy raz – najpewniej posłuży nam co najmniej kilka wiosen. Zakładając rzecz jasna, że zdecydujemy się na produkt w miarę dobrej klasy. Modele, które wyselekcjonowałam kosztują od 399 do 499 zł, a więc uśredniając – 450 zł. Nie trzeba być orłem z matematyki, aby zauważyć sporą różnicę w odniesieniu do niewygodnego odkurzacza na myjni lub stacji. Myśląc o opłacalności, ekonomiczniejszy dla naszego portfela będzie zakup własnego urządzenia. Nawet wówczas, gdy doliczymy do powyższej kwoty rachunki za prąd, wynikające z konieczności zasilania.

Fot. Adobe Stock/rh2010

Odkurzacz samochodowy – czy warto?

Przyznaję, że podczas poszukiwań sama zwątpiłam, czy jest sens kupować odkurzacz samochodowy. Teoretycznie wiele producentów przedstawia swoje propozycje, a przy tym przekonuje o wydajności i efektywności, jednak fakty jak zwykle mogą być z goła inne. Biorąc pod uwagę wszystkie informacje, wyszczególniłam 3 zalety, które mogą przekonać Cię do zakupu nowego urządzenia.

  • Odkurzam wtedy, kiedy chcę i ile chcę – nie czekam w kolejkach i nie muszę stać w korkach aby dotrzeć na myjnię. Mogę sprzątać tak długo, jak jest to konieczne i nie peszą mnie niecierpliwe spojrzenia.
  • Czyszczę każdą powierzchnię – korzystając z urządzenia na stacji, zakres ruchów jest dość ograniczony. Miejsca dość mało, a aby rzeczywiście dotrzeć w każdy kącik, najlepiej byłoby co najmniej jednokrotnie zmienić pozycję parkowania. Bezprzewodowy sprzęt bez kabla i węża o ograniczonej długości to spora wygoda.
  • Zmieniam nasadki wedle potrzeb – nie muszę obawiać się o czystość nakładki odkurzającej, a gdy zajdzie taka potrzeba, zmieniam końcówkę i czyszczę tapicerkę.

Pokusiłabym się o tezę, że odkurzacz samochodowy radzi sobie ze sprzątaniem lepiej, niż urządzenia na myjniach i stacjach. Myślę, że w tej roli sprawdziłby się także typowy model akumulatorowy z funkcją ręczną. Choć wiąże się to ze znacznie większym wydatkiem, zyskujemy pomocnika również podczas odkurzania podłóg. Dla wysoce oszczędnych kierowców bez dostępu do garażu, pozostaje zaopatrzyć się w długi przedłużacz i postawić na zasilanie tradycyjnego modelu z mieszkania lub piwnicy.

Warto zaznaczyć, że odkurzacz samochodowy nie jest lekiem na całe zło. Wielu producentów chwali się wspomnianą wcześniej funkcją czyszczenia na mokro. Polega ona wyłącznie na zebraniu wody z danej powierzchni, tak więc nie ma zbyt wiele wspólnego z myciem. Jeśli chcesz zająć się zanieczyszczoną tapicerką, pozostaje skorzystanie z odkurzacza piorącego. Jeśli wymagasz perfekcji, ale brakuje Ci cierpliwości, rozważ wizytę w salonie detailingowym. Poza klasycznym odkurzaniem całej przestrzeni, miejsca te stosują również myjki parowe.

Może zainteresować Cię również: Strategia postarzania sprzętu – jak to naprawdę wygląda? Płacz i płać!

Materiał zawiera linki partnerskie.

Moja obecność w redakcji Think-About oraz 3D-Info wiąże się z wieloma aktywnościami w zakresie działań komercyjnych. Na co dzień uczestniczę w procesach sprzedażowych, bliscy są mi również nasi partnerzy. Marketing jest moją pasją od wielu lat, co bezpośrednio wiąże się również z pozyskaniem wyższego wykształcenia w tymże kierunku. Realizacja tak obszernych działań pozwala niemal codziennie szukać nowych wyzwań. Z przyjemnością pobudzam do pracy szare komórki, gdy pora na dozę kreatywności oraz wykazanie się znajomością realnych oczekiwań marek, które zamierzają współtworzyć specjalne projekty u boku redakcji. Znalezienie wspólnego celu oraz wypracowanie dedykowanych rozwiązań bywa niezwykle satysfakcjonujące. Rola Sales Managera nie jest więc skupiona tylko na zagadnieniach z zakresu e-commerce ale również kontaktach z ludźmi. Otwarcie na potrzeby drugiej strony jest kluczowe, aby realizacja była zarówno atrakcyjna, jak i wartościowa. Wspólnie z redaktorami redakcji mogę poszerzać swoją wiedzę również w zakresie technologii, nowoczesnych rozwiązań, a nawet AGD.   Moja przygoda w T-A oraz 3D-Info trwa stosunkowo krótko, jednak sama podróż w to miejsce rozpoczęła się blisko 8 lat temu. Wówczas pasją stała się komunikacja, social media, reklama oraz e-commerce. Dotychczas zajmowałam się komercjalizacją treści, prowadzeniem kampanii z wykorzystaniem mediów społecznościowych, fotografią, a także m.in. drobnymi działaniami z zakresu Google Ads i cross-marketingu. Dzięki zdobywaniu doświadczenia w wielu sektorach, jest mi łatwiej zrozumieć potrzeby partnerów.   Na co dzień w dalszym ciągu rozwijam swoje kompetencje w wyżej wymienionych kategoriach, choć największą frajdę przynosi mi fotografia oraz grafika. Niezwykle bliska jest mi również muzyka, co niejako wiąże się z moim artystycznym usposobieniem. Nie jest mi obca troska o dobrostan zwierząt, walka o ich prawa i należyte traktowanie. Dążę do wyznaczonych sobie celów i nie cofam się, gdy na horyzoncie pojawiają się niedogodności losu.