poniedziałek, 27 maja

Do naszej redakcji trafił robot wielofunkcyjny Kohersen CY021. Okazuje się, że za niepozorną marką znaną z produkcji naczyń, stoi warte uwagi urządzenie kuchenne. Sprzęt jest dobry nie tylko sam w sobie, ale i potrafi przyćmić bardziej rozpoznawalnych konkurentów. 

Fot. Magda Pilarczyk

Nie było to do końca planowane, ale wygląda na to, że – chcąc nie chcąc – stałam się specjalistką redakcji w temacie urządzeń kuchennych. Nie tak dawno w nasze ręce wpadł wielofunkcyjny szybkowar Tefal Cook4me Touch. Swojego czasu mieliśmy też okazję testować popularne roboty wielofunkcyjne, jak kultowy Thermomix TM31, Thermomix TM5 czy Monsieur Cuisine Connect.

Chyba nikogo więc nie zdziwi, że gdy pojawiła się okazja na przetestowanie kolejnego urządzenia kuchennego, to zacieraliśmy rączki z radości. Tak oto przedstawiam multicooker Kohersen CY021. Testy w naszej redakcji to nie przelewki, musiał więc przejść wiele. Jak sobie poradził?

Robot Kohersen CY021 – moje początki

Wielofunkcyjny robot kuchenny Kohersen CY021 trafił do nas w pudełku o średnich rozmiarach. Dla dociekliwych podpowiadam, że wymiary to 56,3 x 33,7 x 48 cm. Jest to dla mnie ważny aspekt, gdyż kurierzy przeważnie mają problem z dostarczaniem dużych i ciężkich opakowań wprost pod moje drzwi. Co ważniejsze jednak, wtedy i ja mam problem. Wniesienie ciężkiego pudła na trzecie piętro bez windy to spory wyczyn, czyż nie? W każdym razie, podczas dostawy multicookera Kohersen nie spotkał mnie ten problem, co bardzo doceniam i myślę, że inni także (w tym dostawcy).

Fot. Magda Pilarczyk

Pierwsze problemy…

Rozpakowanie urządzenia może się wydawać nudnym etapem testu, ale nie obyło się (w moim wypadku) bez wpadek. Całego robota udało mi się bez problemu wyjąć i ustawić wszystkie elementy dołączone do zestawu. No… może nie wszystkie, bo jedno, bardzo kluczowe akcesorium znajdowało się w kielichu robota. Przysięgam, że chyba z godzinę spędziłam na główkowaniu nad tym, jak otworzyć pokrywę, przy czym nie pomogła mi nawet instrukcja. Wyglądało na to, że producenci nie przewidzieli takiego wyjątkowego przypadku jak ja. Gdy już się totalnie poddałam i zrozumiałam, że mój umysł tego nie ogarnie, poprosiłam o pomoc męża. 

Ten jednak także miał problem! Przyznaję, poczułam trochę ulgę, że jednak nie jest ze mną tak źle. Problem nadal pozostawał nierozwiązany. W akcie desperacji postanowiłam nawet skontaktować się z producentem. Jednak w trakcie pisania wiadomości pomyślałam, że raz kozie śmierć i po prostu pociągnę pokrywę trochę mocniej. To był strzał w dziesiątkę.

Otóż okazało się, że powodem, dla którego tak trudno było wyciągnąć pokrywę z kielicha, były nowiutkie elementy gumowe. Krótko mówiąc, ich funkcją jest zabezpieczenie przed ewentualną nieszczelnością, a jak się okazało – także przed użytkownikiem. Oczywiście, z czasem gumowe zabezpieczenia nieco się zużywają i otwieranie pokrywy przestaje być tak trudne, jak za pierwszym razem. Dlatego gdy kupisz to urządzenie, po prostu podważ pokrywę trochę mocniej z przeciwnej strony niż rączka kielicha! 

Fot. Magda Pilarczyk

Co tam w opakowaniu się kryje?

Skoro już się dobrałam do wszystkich akcesoriów, to mogę opisać dokładnie, co znalazłam w styropianie zabezpieczającym. Najważniejsza jest baza, czyli korpus z wyświetlaczem dotykowym ,rozciągającym się na prawie całą długość przedniej ściany urządzenia. Tuż pod nim znalazło się miejsce na pokrętło ze sprytnie ukrytym, usytuowanym centralnie włącznikiem.

Na górze zdecydowano się umieścić wagę kuchenną (dołączoną do zestawu). Przyznaję, początkowo nieco mnie zdziwiło takie rozwiązanie, gdyż do tej pory nigdzie go nie spotkałam. Zwykle raczej waga znajdowała się tuż pod misą gotującą, by można było na bieżąco odważać składniki. Rozumiem jednak, że taka decyzja była podyktowana różnymi powodami. Generalnie lepiej, że waga jest, niż jakby miało jej wcale nie być. Na pewno też fajnie, że można ją sobie bez problemu wyjąć i postawić na blacie. To było spore ułatwienie podczas gotowania. 

Fot. Magda Pilarczyk

Kielich i gabaryty robota

Producent w zestawie umieścił kielich do gotowania o pojemności 3,3 litra. Jest to trochę mniej niż w misie, którą dostaniemy np. w zestawie z Monsieur Cuisine Connect. W moim odczuciu jest to jednak wystarczająca pojemność do gotowania posiłków dla rodziny 2+1, a nawet 2+2. Przy czym zdecydowanie się na taką wielkość kielicha pozwoliło na znaczną redukcję miejsca na kuchennym blacie, które zajmuje robot.

Już po podmianie urządzenia z Monsieur Cuisine Connect na Kohersen CY021 bardzo rzucił mi się w oczy fakt, że drugi z robotów zajmuje blisko połowę blatu mniej. Dla mnie to świetna informacja, bo mam naprawdę małą kuchnię, a co za tym idzie – miejsce na blacie jest mocno ograniczone. Co tu dużo mówić, każdy centymetr jest na wagę złota! A zatem, Kohersen tutaj wygrywa i to bezwzględnie.

Fot. Magda Pilarczyk

Gotowanie na parze to nie problem

Z akcesoriów na szczególną uwagę zasługuje naczynie do gotowania na parze z dodatkowym piętrem oraz pokrywką. Jest to rozwiązanie często spotykane wśród robotów wielofunkcyjnych. Znajdziemy je przecież w Thermomix TM6 czy Monsieur Cuisine Connect. Porównując akcesorium do tego, które otrzymałam w zestawie z Monsieur Cuisine Connect, to przystawka do gotowania na parze Kohersen jest trochę mniejsza. Moim zdaniem, jest to dobra decyzja, bo dzięki temu naczynie zajmuje mniej miejsca podczas przechowywania.

Fot. Magda Pilarczyk

Te akcesoria to zupełna nowość

Ponadto wśród standardowych dodatków, które pojawiają się w zestawach z multicookerami, znalazłam także: mieszadło motylkowe do mieszania jedzenia, ostrze wielofunkcyjne, szpatułkę silikonową, koszyczek oraz miarkę. To, co jednak znacząco wyróżnia zestaw akcesoriów marki Kohersen to fakt, że producent wprowadził dwie zupełne nowości: mieszadło saute oraz łopatkę do wyrabiania ciasta. Zazwyczaj w robotach kuchennych ostrze wielofunkcyjne pełni rolę obu z nich (z różnym efektem).

Tutaj jednak producent zdecydował się na rozdzielenie tych funkcji. Moim zdaniem, to dobra decyzja – szczególnie, że czasem nie chcę, by mieszane jedzenie było posiekane, a tego nie da się uniknąć w przypadku ostrzy wielofunkcyjnych. Natomiast stosowanie mieszadła saute sprawiło, że gotowane jedzenie było stale mieszane, ale nie posiekane. Podobnie zresztą z mieszadłem do wyrabiania ciasta – bardzo potrzebne akcesorium, którego będzie mi bardzo brakować.

Mieszadło saute
Fot. Magda Pilarczyk

Warunki testowania sprzętów nie należą do najlżejszych!

Zanim przejdę do opisywania wrażeń z użytkowania multicookera, musisz wiedzieć, że testy przeprowadzane w mojej kuchni można określić jako trudne. Głównie dlatego, że w przygotowanie rzeczy do gotowania zawsze angażuję moje dziecko, które – co tu dużo mówić – uwielbia klikać i interesuje się wszystkimi przyciskami (oczywiście z zachowaniem zasad bezpieczeństwa). W związku z tym roboty kuchenne, a właściwie ich wyświetlacze, są zawsze sprawdzane przede wszystkim pod kątem odporności ekranu na palcowanie, ale także funkcji interfejsu oraz, oczywiście, bezpieczeństwa. Dopiero później już pod kątem gotowania. 

Łopatka do wyrabiania ciasta
Fot. Magda Pilarczyk

Kohersen CY021 – parę słów o bezpieczeństwie

W tym miejscu warto podkreślić, że robot kuchenny nie może być użytkowany przez dzieci poniżej 8 roku życia. Jeżeli chcemy, by gotowali w nim młodsi użytkownicy, to wyłącznie pod opieką dorosłych. Ponadto w instrukcji bezpieczeństwa producent dodaje, że dzieci poniżej 3. roku życia mogą przebywać w pobliżu robota jedynie pod nadzorem osoby dorosłej. To bardzo ważne, gdyż multicooker może być po prostu niebezpieczny dla osób nieświadomych czyhających niebezpieczeństw.

Warto dodać, że urządzenie posiada różne zabezpieczenia, na przykład w formie wspomnianego już ogumienia pokrywy misy – które ma chronić przed przeciekaniem – lub w czujnik poprawnego zamknięcia pokrywy kielicha. Oczywiste jest jednak, że robot nie chroni przed głupotą, dlatego nawet jeżeli robot wygląda jak fajna zabawka dla dziecka, to należy mieć na względzie przede wszystkim bezpieczeństwo, bo sprzęt kuchenny zabawką nie jest.

Koszyczek
Fot. Magda Pilarczyk

Kolorowe menu – producent się postarał

Przejdźmy do kwestii ekranu dotykowego. Na początku, podczas łączenia robota z siecią Wi-Fi, miałam problem z cofnięciem się do poprzedniej strony. Opcja ta bowiem znajdowała się w samym rogu ekranu i czułam się, jakbym miała trochę za duży palec. Zmartwiłam się, iż to jest równoznaczne z tym, że interfejs jest kiepsko zaprojektowany pod względem funkcjonalności.

Na szczęście, to był jedyny problem, jaki napotkałam. Po wstępnej konfiguracji urządzenia, na ekranie wyświetliło się menu wstępne. Muszę przyznać, że od razu wpadło mi w oko, gdyż projektant nie bał się kolorów – w menu witają nas kolorowe kafelki. Bardzo miła odmiana od programów utrzymanych w jasnych, choć jednolitych, a wręcz szarych odcieniach – taki na przykład znajdziesz w Monsieur Cuisine Connect. 

Fot. Magda Pilarczyk

Kolorowe kafelki odsyłają użytkowników do różnych funkcji wbudowanego programu, jak (od góry): Historia, Przepisy, Zrób to sam, Ulubione, Łatwe Gotowanie i Stwórz przepis. Pierwszy z nich pozwala na łatwy dostęp do historii przepisów dań, które już gotowaliśmy. To funkcja szczególnie przydatna – mogłam łatwo wrócić do odpowiedniego przepisu, który szczególnie mi smakował. Co ważne, są one są poukładane pod względem daty przygotowania. 

Następny, a zarazem chyba najważniejszy kafelek to ten w niebieskim kolorze, o nazwie „Przepisy”. To właśnie tutaj znajdziemy wbudowaną bazę przepisów przygotowanych przez producenta, z uwzględnieniem funkcji i możliwości robota Kohersen CY021. Ciekawy może okazać się fakt, że gdy urządzenie jest połączone z siecią Wi-Fi, to użytkownicy mają dostęp do 326 przepisów. Jeżeli jednak tego połączenia nie ma, to liczba ta zmniejsza się do 152.

Warto dodać, że dostęp do bazy jest całkowicie darmowy – w przeciwieństwie na przykład do bazy przepisów Thermomix TM6 Cookidoo, której roczna subskrypcja kosztuje 199 zł. Przepisy zostały podzielone na czytelne kategorie, jak: przystawki, przekąski, pieczywo, ciasta, wypieki, dania główne, zupy, sosy, soki, koktajle, smoothies, pasty, dżemy, lody i jogurty. 

Fot. Magda Pilarczyk

Dalej z poziomu ekranu głównego możemy także włączyć kafelek „Zrób to sam”, którego lakoniczna nazwa nie zdradza zbyt wiele. W rzeczywistości jednak to właśnie tutaj otrzymujemy dostęp do wszystkich funkcji robota. Warto z tego korzystać, gdy już mamy trochę większe obycie z multicookerem. Producent oddaje w ręce użytkowników możliwość dostosowania prędkości (w skali od 1-10), temperatury (od 37 stopni Celsjusza do 120 stopni Celsjusza) oraz mocy grzania (także w skali od 1-10).

Co ciekawe, możemy także ustawić czas przygotowywania potrawy – i to w zakresie do nawet 12 godzin (funkcja wolnego gotowania). Kolejny jest kafelek „Ulubione” i, jak sama nazwa wskazuje, umożliwia dostęp do ulubionych przepisów, które można oznaczać ikoną serduszka. 

Waga kuchenna
Fot. Magda Pilarczyk

Progamy automatyczne do mojej dyspozycji

Przedostatnia zakładka o nazwie „Łatwe gotowanie” przenosi nas do dostępnych automatycznych programów robota. Z jej poziomu możemy wybierać spośród 18 przewidzianych ustawień, jak: 

  • Czyszczenie
  • Smoothie/Rozdrabnianie
  • Przepłukiwanie
  • Bulion/Szybka zupa
  • Siekanie
  • Saute/Gotowanie na gorącym oleju
  • Mieszanie
  • Wyrabianie ciasta
  • Gotowanie na parze
  • Duszenie/Gulasz
  • Utrzymywanie ciepła
  • Podgrzewanie
  • Gotowanie
  • Jogurt
  • Ryż
  • Owsianka
  • Kleik ryżowy
  • Zupa krem/Gęsta zupa

Na samym końcu przechodzimy do opcji stworzenia przepisów. Warto tutaj dodać, że nie jest ona standardem na rynku. Na przykład możliwość dodawania własnych przepisów w robocie Monsieur Cuisine Connect jest dostępna jedynie z poziomu strony internetowej. 

Fot. Magda Pilarczyk

Zaczynamy gotowanie!

Wiem już w teorii, co ów robot potrafi, więc teraz należałoby przejść do testów praktycznych, prawda? W poszukiwaniu pomysłu na obiad postanowiłam przejrzeć listę dostępnych przepisów. W bazie receptur znalazłam różne ciekawe dania. Wśród przepisów były dostępne zarówno mięsne, jak i wegetariańskie propozycje. Przyznaję zatem producentowi wielki plus za przygotowanie przepisów dla każdego. Zdecydowałam się na przygotowanie zupy ziemniaczanej z porami. Zmieniłam jednak dwie rzeczy: pora podmieniłam na szparagi, bo te akurat miałam w lodówce i zrezygnowałam z dodania śmietanki.

Fot. Magda Pilarczyk

Proces gotowania był szczegółowo opisany, a kolejne kroki – czytelne. Dzięki temu bez problemu przygotowałam naprawdę pyszną zupę. Jedyna rzecz, jaka mi się nie podobała, to fakt, że podczas kolejnych etapów producent nie podaje wagi czy miary składników. Oczywiście, w trakcie gotowania można ją sobie łatwo podejrzeć przy pomocy malutkiego przycisku ukrytego na dole ekranu. Jednak, moim zdaniem, wygodniej by było je jednak rozpisać bezpośrednio w recepturze.

Pragnę także pochwalić, że w przypadku urządzenia Kohersen CY021 producent wprowadził zabezpieczenie, które nie pozwala włączyć obrotów powyżej 4, jeżeli temperatura gotowanego dania przekracza 90 stopni Celsjusza. Jest to bardzo ważna funkcja, która zapewnia bezpieczeństwo przed wykipieniem gorącego jedzenia. Co prawda, nie pozwoliła mi ona na sam koniec zmiksować zupy na krem. Okazało się, że słusznie, gdyż producent w przepisie przewidział taki etap rozdrabniania dużo wcześniej, gdy posiłek nie był jeszcze gorący. Gdyby tego zabezpieczenia nie było, to mogłabym się poparzyć wrzącym posiłkiem. 

Fot. Magda Pilarczyk

O tym też warto wiedzieć

Końcową ciekawostkę może stanowić fakt, że robotem wielofunkcyjnym Kohersen CY021 można sterować także z poziomu smartfona. Niech cię nie zmyli jednak dziwna nazwa aplikacji, która brzmi Tuya Smart. Co ona ma wspólnego z firmą Kohersen? Nie mam pojęcia, ale ważne, że działa. Można ją pobrać zarówno na telefony z oprogramowaniem iOS, jak i Android. Instalacja przebiega podobnie, jak w przypadku innych tego typu programów – trzeba się zarejestrować, zalogować i dodać nasze urządzenie. Po wykonaniu wszystkich tych etapów otrzymujemy dostęp do właściwie tego samego menu, które znamy z robota – nawet kolory producent zachował identyczne. Warto wiedzieć o tej możliwości, gdyż umożliwia ona na przykład przeglądanie przepisów, planowanie zakupów, a nawet – kontrolowanie pracy urządzenia z poziomu kanapy. To jest dopiero Smart Home. 

Muszę również dodać, że dostęp do przepisów nie jest ograniczony tylko do aplikacji i samego urządzenia. Wystarczy bowiem zalogować się na stronie firmy Kohersen, zapisać się do Klubu Kohersen oraz zarejestrować swoje urządzenie, aby otrzymać wygodny dostęp do bazy przepisów, które można pobrać w formacie PDF. Tak przygotowane materiały można wykorzystać do wspólnego planowania posiłków, robienia list zakupów czy przeglądania pomysłów na obiad w drodze do domu.

Fot. Magda Pilarczyk

Kohersen CY021 – cena

Na samym końcu pomówmy o cenie. Na stronie producenta robota wielofunkcyjnego z funkcją gotowania Kohersen CY021 można kupić w cenie regularnej wynoszącej 2 499 zł. Przy czym warto dodać, że od czasu do czasu zdarza się promocja. Jest to zatem, pod względem ceny mocny konkurent dla popularnych na rynku multicookerów z wbudowaną bazą przepisów. Weźmy na tapet chociażby najdroższą propozycję, czyli Thermomix TM6. W podstawowym wariancie kosztuje on aktualnie 5 995 zł. Jednocześnie w jego zestawie znajdziemy mniej akcesoriów, a dostęp do bazy przepisów w ramach subskrypcji Cookidoo jest płatny (tylko 6 miesięcy dostępu jest „bezpłatne” po zakupie urządzenia).

Fot. Magda Pilarczyk

Czas na werdykt – czy warto kupić Kohersen CY021?

Podsumowując, moim zdaniem robot Kohersen CY021 to naprawdę warta uwagi alternatywa dla topowych multicookerów, które znajdziemy na rynku. Na szczególną uwagę zasługuje pakiet akcesoriów rozszerzony w porównaniu do standardowych zestawów o dwa funkcjonalne dodatki. Mowa o mieszadle saute oraz łopatce do wyrabiania ciasta. Przyznaję, że ostatnio do mojego domu trafiają takie sprzęty, z którymi ciężko mi się rozstać, a robot marki Kohersen jest jednym z nich.

Fot. Magda Pilarczyk

Kohersen CY021 – czy da się lepiej?

Uważam, że fajnie by było, gdyby producent zdecydował się rozszerzać bazę przepisów o kolejne pozycje, tak jak to zrobił Tefal w przypadku Cook4me. Marzy mi się także, żeby istniała możliwość dokupienia innych akcesoriów na stronie producenta. Przykładem niech będzie wielorazowa mata do gotowania na parze albo zwykły korek zatykający (który swoją drogą jest bardzo popularnym akcesorium dla innych marek). Na dzień dzisiejszy na stronie firmy Kohersen znalazłam tylko produkty do innych modeli urządzeń – może kiedyś to się zmieni?

W tej subiektywnej recenzji znajdziesz link afiliacyjny do naszego partnera. Nie ma on żadnego wpływu na wartość merytoryczną tego tekstu. Jeśli jednak zdecydujesz się na zakup za jego pośrednictwem, redakcja otrzyma niewielką prowizję i nadal będziemy mogli tworzyć dla ciebie wartościowe treści.

Jestem dziennikarką, specjalizującą się w zagadnieniu nowych mediów. W Think-About zajmuję się przede wszystkim tematyką AGD, którą poznałam już od podszewki. Największą przyjemność sprawia mi odkrywanie innowacyjnych rozwiązań i technologii. Zachwyca mnie dobry design, który uważam za równie ważny, jak funkcjonalność sprzętów. Potrafię docenić stosowane w sprzętach domowych sprytne rozwiązania. Satysfakcję czerpię też z wyszukiwania perełek cenowych – gdy tylko jakąś znajdę, od razu biegnę podzielić się nią z czytelnikami. Mam oko do produktów, które szybko stają się prawdziwymi bestsellerami. Wierzę, że na każdy temat można napisać coś ciekawego. Dbam jednak, by artykuły były nie tylko wysokiej jakości merytorycznej, ale również – by były przejrzyste i przyjemne dla oka. Doskonale czuję się pisząc artykuły, jednak prawdziwa frajda to, oczywiście, recenzowanie testowanych osobiście urządzeń. Niestety, często przywiązuję się do nich tak bardzo, że nie umiem z czymś rozstać i prędko biegnę po swój własny egzemplarz. Ukończyłam studia na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Zdecydowałam się na specjalizację koncentrującą się na tematyce nowych mediów. Dotychczasowe doświadczenie zawodowe zbierałam w redakcjach portali internetowych. Zajmuję się między innymi tematyką prawa, finansów i nieruchomości. Czytelnicy mogą też kojarzyć mnie np. z redakcji PCWorld, w której do niedawna odpowiadałam za tematykę ofert i AGD. Jestem współtwórczynią książki „Digital 5.0: wywiady o mediach cyfrowych i technologii”. Swoje pierwsze zawodowe kroki stawiałam w akademickim magazynie, pisząc felietony. Mieszkam w Krakowie, choć pochodzę z Krynicy. Prywatnie jestem żoną, mamą i opiekunką dwóch adoptowanych kotów. Pasjonuje mnie polityka i obserwacja ludzkich zachowań społecznych. Relaksuję się, tworząc rękodzieło – uwielbiam tworzyć piękne rzeczy, które jednocześnie są funkcjonalne i nie służą tylko do podziwiania. Choć jestem domatorką, z przyjemności uciekam od codzienności pod namiot, odpoczynku szukając w lesie. Z wytęsknieniem upatruję chwili, gdy na stałe ucieknę na wieś i zamieszkam pod własnym lasem.