PayEye — polski fintech o globalnym zasięgu zatrząsł posadami świata nowoczesnego konsumenta. Od 12 czerwca w wybranych sklepach Empik klienci mają możliwość dokonywania płatności za pomocą technologii fuzji biometrii tęczówki oka i twarzy. Nie potrzeba telefonu, zegarka, ani potwierdzającego kodu PIN. Jednak czy naprawdę zabezpieczenie w postaci skanu oka jest wyjściem bez wad? Dan Brown i bohaterowie „Angels and Demons” raczej by się z tym nie zgodzili.

Zakupy w XXI-wiecznych realiach

W rzeczywistości wyjętej z filmów science fiction lat 80. żyjemy już na tyle długo, że nie wiele potrafi nas zaskoczyć. A przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Nie dalej niż na początku ubiegłego roku pracujący w cyfrowej przestrzeni specjaliści zamarli z obawy na myśl o pożerającej ich posady sztucznej inteligencji. Ciekawe, że pojawienie się zdolnych do samodzielnego posprzątania całego mieszkania robotów odkurzających już takich emocji raczej nie wzbudzało.

Sama jestem z pokolenia, które pamięta rozmowy telefoniczne bez smartfonów, czas wolny bez Internetu i wyprawy na rynek po najnowsze CD co sobotę. Pozostałe z zakupów drobniaki wrzucało się do słoika i odkładało na wymarzoną parę butów. Dziś bez problemu znacznie przekraczającą nasz miesięczny budżet torebkę zamówimy z dostawą do domu, a opłatę za nią uiścimy po upływie kolejnych 30 dni.

Nie mówię oczywiście, że kiedyś było lepiej. Wygoda w dostępie do produktów z każdego miejsca, do którego sięga Internet, stwarza niesamowite możliwości. Przekonałam się o tym najlepiej, spędzając 8 tygodni na L4, w trakcie którego (bez wychodzenia z domu) udało mi się nie tylko odkryć nowinki kosmetyczne, ale i umeblować połowę mieszkania.

Jednak wiadomość o wprowadzeniu w kilku polskich sklepach specjalnych terminali umożliwiających płacenie oczami rozgrzała moją ciekawość do czerwoności. No, może nie tylko rozgrzała i może nie tylko ciekawość. W mojej głowie od razu pojawiła się wizja, w której to wchodzę do butiku, rozglądam się. Chwila nieuwagi i mój wzrok nieopatrznie pada na wbudowany w terminal płatniczy skaner siatkówki i…

Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiik!

Czy ja właśnie zapłaciłam za Pana nowe buty?

Nie każdy patrzy na technologię jak w tęczę

Do tej pory uważałam, że nic bardziej wygodnego od płatności telefonem czy sprytnym zegarkiem zdarzyć się nie może. W końcu, jakie jeszcze opcje nam pozostały? Połączenie konta bankowego z numerem telefonu i zainstalowaną w nim aplikacją to więcej, niż jeszcze kilka lat temu można było oczekiwać. Zresztą komu inne rozwiązanie byłoby w ogóle potrzebne, skoro większość z nas nie rusza się na krok bez swojego smartfona, a pozostała garstka nie wyobraża sobie opuszczenia domu bez tradycyjnego portfela.

fot. Christiann Koepke/Unsplash

Nadal wiele osób dokonuje płatności przy użyciu tradycyjnej plastikowej karty, a wizja realizacji podobnych zleceń za pośrednictwem technologii NFC pozostaje dla nich niezbadaną pieśnią przyszłości. A przecież biometria w urządzeniach mobilnych od dawna jest pewnego rodzaju standardem. Chociaż mnie osobiście bardziej przekonuje skan linii papilarnych niż prezentacja za każdym razem tego samego wyrazu twarzy.

Jak się jednak okazuje, na podobnych wynalazkach świat płatności nie ma, i nigdy nie miał zamiaru poprzestać. Od dawna mówiło się o wycofaniu z obiegu fizycznego pieniądza i możliwości wprowadzenia do ludzkiego ciała specjalnego chipa, którego zadaniem będzie na przykład (poza oczywistą inwigilacją jednostki przez najciemniejsze moce tego świata) ułatwienie identyfikacji przez potwierdzenie danych osobowych, monitorowanie stanu zdrowia, czy właśnie usprawnienie procesu płatności. Jak już jednak wiemy, przynajmniej w przypadku tego ostatniego żaden chip nie będzie nam w ogóle potrzebny.

Spojrzenie, zbliżenie, akcja!

O PayEye zrobiło się głośno już w 2020 roku, kiedy to tworzący spółkę Daniel Jarząb i Radosław Ruda jako pierwsi na świecie komercyjnie uruchomili usługę płatności wykorzystującą biometrię tęczówki oka. Do 2022 roku, w ramach pierwszej fazy projektu, z rozwiązania mogli korzystać mieszkańcy Wrocławia, w którym start-up ma swoje korzenie. 12 czerwca usługa została uruchomiona w wybranych salonach Empik, a płatność spojrzeniem mogą przetestować również mieszkańcy Warszawy, Poznania, Krakowa i Czeladzi.

Gitex Technology Week PayEye, fot. PayEye

W pełni niezależny, pionierski ekosystem PayEye obejmuje autorskie urządzenia płatnicze eyePOS, aplikację mobilną PayEye oraz przetwarzający tęczówkę i twarz na specjalny kod algorytm, który nie wymaga od płacącego żadnych dodatkowych informacji. Jedyne co musimy przed pierwszym komercyjnym wykorzystaniem z naszego wzroku zrobić, to instalacja aplikacji na smartfonie, wykonanie selfie i podpięcie pod nie naszej karty płatniczej. Brzmi prosto, podobnie jak odblokowywanie ekranu przez FaceID.

A jednak patrzenie na mojego męża, który, próbując potwierdzić płatność skanem twarzy, odstawia błagalny taniec Majów do boga mamony, wprowadza mnie w stan pobłażliwej konsternacji. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że nie jest to zadanie łatwe. A to przecież całkiem spora twarz! Cóż dopiero próba trafienia nie tylko w pasującą do pierwszego wykonanego skanu facjaty mimikę, ale połączenie jej z pełnym wiary w zasobność naszego wirtualnego portfela spojrzeniem?

Czy PayEye zawsze działa bezpiecznie?

Rozważając wszelkie prawdopodobne scenariusze, wszystkie za i przeciw związane z tą określaną mianem rewolucyjnej formą płatności wzrokiem, można poczuć potrzebę zadania jej twórcom wielu pytań. Jedno z pierwszych pojawiających się w mojej głowie brzmi: a co się stanie, jeśli spojrzę w terminal przypadkiem? Owszem, jeśli skanowanie tęczówki, to oko musi znaleźć się bezpośrednio przed skanerem, co zdecydowanie uniemożliwia przypadkową płatność za czyjeś zakupy.

A jednak nie można wykluczyć, że sytuacja taka nigdy nie będzie miała miejsca. Słyszałam już o odblokowywaniu smartfonów za pomocą zdjęcia, a z jakiegoś powodu Google postanowiło wprowadzić dodatkowe zabezpieczenie w swoim Portfelu i od niedawna wymaga potwierdzenia każdorazowej transakcji zbliżeniowej kodem lub biometrią. Jak zatem możliwe, że płatności PayEye nie wymagają żadnej dodatkowej weryfikacji przez podejmującego próbę wykorzystania środków finansowych użytkownika?

fot. PayEye

W poszukiwaniu odpowiedzi na moje wątpliwości zajrzałam oczywiście na stronę wzbudzającej je usługi. Trzeba przyznać, że twórcy zrobili wiele, by przedstawić swój produkt w jak najbardziej przejrzystej formie. Czego zatem na temat działania usługi i jej bezpieczeństwa dowiedziałam się z tego oficjalnego źródła?

Numer 1.
Każda tęczówka jest wyjątkowa

I nie chodzi tutaj o piękno koloru czy głębię spojrzenia. Jak się okazuje, z tęczówkami oczu jest tak, jak z liniami papilarnymi — nie ma dwóch identycznych. Zasada ta obowiązuje również w przypadku bliźniąt. Nie ma więc możliwości, by czyjekolwiek oczy podszyły się pod nasze. Co więcej, kształt tęczówki przez całe życie pozostaje taki sam, wzorzec biometryczny nie wygasa, nie ma więc konieczności uaktualniania raz wykonanego skanu.

Numer 2.
Dobre rozwiązanie w czasie pandemii

Ten argument był pewnie jednym z kluczowych w czasie pandemii, kiedy to projekt rozwijał skrzydła. Ponieważ w roku 2020 konieczne było stosowanie maseczek ochronnych, mogły pojawić się problemy z płatnością weryfikowaną metodą FaceID. Wykorzystanie odsłoniętych oczu to w tym wypadku nie tylko rozwiązanie proste, ale i bezpieczne.

Numer 3.
Płatność nie tylko w pełnym świetle

Korzystanie z PayEye ma być wygodnym rozwiązaniem nawet wtedy, gdy przyjdzie nam się mierzyć z bardzo trudnymi warunkami oświetlenia. Za sprawne działanie nawet w zacienionych pomieszczeniach odpowiadać ma fuzja biometrii tęczówki z technologią biometrii twarzy.

Numer 4.
Płatności bezpieczne w sieci

PayEye, wykorzystując dane z podłączonej na etapie rejestracji w usłudze karty płatniczej, pozwala na przeprowadzanie transakcji zarówno online, jak i w przypadku braku łączności z Internetem. W każdej sytuacji obsługujący płatność serwis gwarantuje użytkownikowi pełne bezpieczeństwo.

fot. Alexander Grey/Unsplash

Kilka ciekawych udało mi się również znaleźć w komunikacie prasowym, jaki przedstawił mediom w marcu 2021 roku rzecznik prasowy spółki, Stefan Augustyniak. Oto w jaki sposób mówił on na temat zasad działania rewolucyjnej płatności i obejmujących ją zabezpieczeniach:

Wygląd tęczówki oka jest przekształcany na specjalny PayEye kod i już pierwszą płatność dokonujemy tym kodem. Spoglądamy w urządzenie, ono nas identyfikuje po wyglądzie naszej tęczówki oka, weryfikuje to z kodem, który został tylko indywidualnie nam przypisany, i w ten sposób dokonuje się płatność (…)

Tęczówka ma ponad 250 indywidualnych cech. Nawet prawe oko od lewego się różni, także u bliźniaków jednojajowych te tęczówki są bardzo różne, więc tu mamy bardzo wysoki faktor bezpieczeństwa. Z tego też powodu widzimy, że to rozwiązanie może być upowszechnione w wielu miejscach przy wykorzystaniu naszej technologii (…)

Jeżeli mamy dostęp do jakichś pomieszczeń i chcielibyśmy mieć stuprocentową pewność, że nikt się nie wymienił kartą, którą można przybliżyć i otworzyć drzwi, to tęczówka oka idealnie się nada. Jest to też super rozwiązanie np. do wyznaczenia jakichś stref dostępowych albo identyfikacji osób na lotnisku czy imprezach masowych.

Stefan Augustyniak, rzecznik prasowy PayEye

Rzecznik prasowy spółki odniósł się również do incydentów, z jakimi w przeszłości zdarzało się spotykać korzystającym z funkcji FaceID użytkownikom smartfonów marki Samsung. Jak zaznaczył, choć przy rejestracji w aplikacji konieczne jest wykonanie selfie, firma nie przechowuje w swoich bazach żadnych zdjęć użytkowników. Wszelkie skany są natychmiastowo przetwarzane na specjalny kod, który w żaden sposób nie przypomina tęczówki oka.

Ani zdjęciem, ani wydrukiem oka, ani jakąkolwiek inną technologią, pokazaniem filmiku nie da się przeprowadzić tej płatności. Nasze urządzenie bada też przy okazji żywotność oka i dopiero na tej podstawie podejmuje decyzję, że właśnie płatności dokonuje ta konkretna osoba i jest do tego uprawniona.

Stefan Augustyniak, rzecznik prasowy PayEye

Informacji, jak widać, jest sporo, jednak w mojej głowie pojawiło się kilka dodatkowych pytań. Interesuje mnie na przykład, czy osoba nosząca okulary przy każdej próbie płatności będzie musiała zdejmować oprawki. No i co z tymi, którzy na co dzień wspierają się szkłami kontaktowymi? Chyba nie będą musieli ich w kółko usuwać i umieszczać na nowo?

Zakładam, że oczywiście firma przewidziała podobne problemy i przeszkoda w postaci szkła w rzeczywistości przeszkodą nie będzie. Nie zaszkodzi jednak zapytać. W końcu, jak mówią, kto pyta, nie błądzi.

Edit:
Udało mi się uzyskać odpowiedzi na powyższe pytania. Jak się okazuje, rzeczywiście szkła korekcyjne czy soczewki kontaktowe nie stanowią żadnej przeszkody dla płatności biometrycznej. Jak jednak informują przedstawiciele marki, korzystanie z nowej technologii może być znacznie utrudnione dla tych, którzy stosują soczewki kolorowe, lub te przesłaniające czy zniekształcające obraz tęczówki. Jeśli więc na co dzień nasze oczy prezentują się w naturalnej odsłonie, zakupy w stylu XXI wieku są dla nas dostępne bez ograniczeń.

Jeśli interesujesz się aktualnościami ze świata technologii i chcesz poznać więcej możliwości wykorzystania jej w codziennym życiu, może spodobać ci się artykuł „Wszyscy chcemy być smart: jak Polacy chcą korzystać z inteligentnych technologii”.

Z redakcją Think-About związałam się pod koniec 2023 roku i od tego momentu nieustannie zgłębiam tajemnice drugiej strony konsumenckiego świata. Każdego dnia tworzę różnego rodzaju treści, które, mam nadzieję, pomagają Czytelnikom w podejmowaniu bardziej świadomych zakupowych decyzji. W ostatnich latach zdobywałam doświadczenie jako copywriter, współpracując z klientami indywidualnymi, agencjami czy firmami IT. Często tworzenie konkretnych artykułów wiązało się z eksploracją tematów dotychczas mi obcych, co jednak nigdy nie było dla mnie przeszkodą. Wręcz przeciwnie. Możliwość nieustannego poszerzania swojej wiedzy to coś, co niezmiennie pociąga mnie w moim zawodzie. Z wykształcenia jestem muzykiem, jednak to zabawa słowem od dziecka dawała mi prawdziwą radość. Chociaż w swoim życiu pracowałam już w różnych branżach, wiem, że pisanie jest tym, co chcę i co mam szczęście robić na co dzień. W trakcie studiów, oprócz tworzenia dla własnej przyjemności, publikowałam teksty na portalu muzycznym Cameral Music oraz w kwartalniku muzycznym Kamerton. Obecnie prowadzę bloga, na którym pozwalam sobie na dzielenie się z innymi własnym zdaniem na różne tematy oraz tworzoną przeze mną miniaturową prozą. Gdy nie piszę - rysuję, czytam książki o hobbitach i pierścieniach, różach bez imion i stuleciach samotności. Słuchając audiobooków, śledzę losy małego belgijskiego detektywa, a czas przed  teleodbiornikiem spędzam obserwując pojedynki na miecze świetlne i podróże w nadprzestrzeni.