piątek, 30 stycznia

Jeden weekend w roku, sprawia że chociaż na chwilę, Gdańsk zmienia się w polską stolicę robotyki. Wszystko za sprawą turniejów organizowanych przez koła naukowe Politechniki Gdańskiej. Pierwszy z nich, czyli Trójmiejski Turniej Robotów, odbył się 24 maja. Redakcja Think About miała przyjemność objąć patronat medialny nad imprezą.

reklama

Zawody to doskonała okazja żeby bliżej poznać nieco zamknięty świat robotyki. Pierwszym zaskoczeniem może być skala wydarzenia, o sporym zainteresowaniu TTR świadczył chociażby zupełny brak wolnych miejsc noclegowych w promieniu 2 km od terenu imprezy. Tegoroczny turniej, po raz pierwszy odbył się w Gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym.

[slideshow_deploy id=’17096′]

Pokaźna ilość karteczek informacyjnych, rozwieszona w najbliższym sąsiedztwie pobliskich przystanków autobusowych, dość skutecznie doprowadziła nas do odpowiedniego wejścia w budynku. Hol imprezy został wykorzystany w roli recepcji oraz jedynego miejsca w którym można było odpocząć od zgiełku zawodów. Plan wstępnego obejrzenia imprezy bez pomocy organizatorów, udało się zrealizować stosunkowo skutecznie. Mimo dwóch pokaźnych toreb oraz statywu na ramieniu, niezauważeni przez obsługę udaliśmy się na piętro -1. Wybór kierunku zwiedzania odbył się stosunkowo prosto – na dole było najbardziej gwarnie.

[slideshow_deploy id=’17104′]

Wstępny rekonesans pozwolił zorientować się w ogólnym rozkładzie stoisk i platform, ponadto dał nutkę wyobrażenia, dlaczego umieszczenie kilkuset osób w pomieszczeniu bez klimatyzacji nie jest najlepszym rozwiązaniem. Kolejne kroki, dzięki uprzejmości redakcyjnego kolegi biorącego bezpośredni udział w zawodach, zawiodły nas do strefy dla zawodników. Ponownie udało nam się przemknąć bez najmniejszych problemów, jednocześnie rozpisując w myślach małą rozprawkę na temat braku zasadności kosztów poniesionych przez organizatora na wszechobecne identyfikatory. Całe szczęście gorąc wydawał się nie dokuczać zawodnikom nieco sfrustrowanym przeciążoną siecią WiFi.

Postanowiliśmy jednak przestać zwracać uwagę na kwestie czysto organizacyjne i rzucić się w wir zawodów. Przywitanie się z organizatorami zaowocowało zrzuceniem peleryny niewidki i spokojniejszym zwiedzaniem terenu imprezy.

Pierwszym punktem dla każdego odwiedzającego był teren zawodów sumo – zawody te odbywały się w kilu kategoriach: sumo, minisumo, micorsumo, nanosumo oraz Lego sumo. Upraszczając wygrywał ten robot, któremu po sygnale startowym udało się wypchnąć przeciwnika za linię okrągłej maty, dostosowanej do kategorii. Oczywiście roboty biorące udział w zawodach były autonomiczne. Najpopularniejszą kategorią zdawało się być Lego sumo, wymagające stosunkowo najmniejszej ilości pracy oraz nakładów. Jeśli chodzi natomiast o widowiskowość dominowały kategorie minisumo – w której wrażenie robiła duża szybkość robotów, oraz sumo obejmująca roboty o wielkości skłaniającej publiczność do zachowania bezpiecznej odległości. Stosunkowo szybki przebieg kolejnych etapów zapewniały 3 ringi oddzielone od publiczności. Wojowniczością i skrupulatnością wyróżnili się zawodnicy kategorii nanosumo, którzy jako jedyni zabronili wykonywania zdjęć podczas walk, powołując się na wysoką czułość odbiorników podczerwieni. Całe szczęście podobne obiekcje nie były skierowane do naszego Acera Liquid E3, którym mogliśmy spokojnie na chwilę zastąpić naszą lustrzankę. Obserwując przebieg całych zawodów można stwierdzić, że sumo było kategorią wzbudzającą największe zainteresowanie. Oprócz oczywistych plusów takiej sytuacji w postaci dopingu i i żywiołowych reakcji widowni, odnaleźć można było również również kilka minusów. Zmagania przyciągały sporą ilość osób z ekipy organizatorskiej, uprawnionej do wejścia za liny zabezpieczające, efektem czego często przy jednej macie, łącznie z uczestnikami było 6-7 osób skutecznie ograniczających widok.

Naprzeciw zawodów sumo, swoje stoisko miała firma Astor zajmująca się sprzedażą i dystrybuowaniem robotów oraz sterowników dla przemysłu. Przedstawiciele firmy wyjaśnili nam, że istotną częścią działalności firmy jest współpraca z uczelniami wyższymi. Prócz oferty stażowej, nowym elementem na tym polu ma być nowy program skierowany do szkół podstawowych w ramach klas 3-6 oraz gimnazjów i szkół średnich, uzupełniający ich program o zajęcia z robotyki.

Chcemy aby hasło automatyk kojarzyło się z bardzo dobrym zawodem – jeśli chcę być kimś, automatyk to jest ktoś kto na rynku pracy bardzo szybko znajdzie zatrudnienie i to nie tylko w polce ale również w europie ” powiedziała przedstawicielka firmy.

Stoisko zawierało sporą ilość interesujących urządzeń, dla dzieci atrakcją był robot przemysłowy Kawasaki wykorzystujący ssawkę podciśnieniową, którego zadaniem podczas TTR było podawanie lizaków. Środkową część stoiska zajmował natomiast ploter pozwalający na rysowanie bądź śledzenie określonych kształtów. Ostatnim obiektem był falownik napędzający silniki elektryczne, sprzężony z dotykowym ekranem operatorskim.

Kawałek dalej, na innym stoisku, najmłodsi zwiedzający mogli wykazać się umiejętnościami składania przeróżnych konstrukcji z klocków. Ponadto atrakcją skierowaną do publiki była możliwość rozegrania meczu piłkarskiego 1 na 1 z robotami sterowanymi klawiaturą w roli zawodników.

Przejście między salami  zajęła firma RoboNet zajmująca się realizacją zajęć dla najmłodszych, łączących robotykę z zabawą. Atrakcje stanowiły interesujące konstrukcje wykonane z klocków Lego. Największym zainteresowaniem cieszyło się automatyczne ramię oraz dźwig.

Druga, w pełni klimatyzowana sala obejmowała dwie kategorie zawodów. Pierwszą z nich było micromouse, w którym zadaniem robota uwięzionego w labiryncie było jak najszybsze wydostanie się na zewnątrz. Mimo stosunkowo niewielkiej liczby zawodników konkurencja cieszyła się dużym zainteresowaniem kibiców.

Największą część sali zajmował natomiast tor przeznaczony do zawodów Linefollower. Przygotowana przez organizatorów trasa była przygotowana na bazie toru Grand Prix USA. Zgodnie z nazwą roboty rywalizowały w pokonywaniu określonej trasy na bazie odczytu linii wyznaczającej tor. Wygrywał robot, któremu sztuka udawała się w najszybszym czasie.

Ostatnim i prawdopodobnie najciekawszym elementem TTR były zawody Freestyle w którym publiczność miała bezpośredni wpływ na wyniki. Cel uczestników był dość prozaiczny – chodziło o to by możliwie najskuteczniej zaskoczyć obserwatorów swoim projektem i zostać zapamiętanym. Kluczem do zwycięstwa była interakcja z widzami, dlatego też wśród robotów można było zobaczyć DUODEPED czyli przemieszczającą się na własnych nóżkach platformę, na której można było swobodnie stanąć, czy ARBITO, sympatycznego robota ze zmysłem równowagi. Naszą sympatię zdobył natomiast żółty, przypominający skrzyżowanie kraba z osą robot, który przybił nam powitalną piąteczkę.

Zmagania trwały wiele godzin przy ogromnym zaangażowaniu zawodników. Co jakiś czas o rozstrzygnięciu finałów informowały okrzyki radości płynące z okolic mat sumo. Zgodnie z danymi organizatorów w zawodach wzięło udział 150 uczestników, co daje pewne pojęcie o ogromie zawodów i trudach ich organizacji. Mimo kilku niedociągnięć, których deklarację naprawy otrzymaliśmy jeszcze przed opuszczeniem obiektu, tegoroczne TTR robiło pozytywne wrażenie. Rozmowy z uczestnikami sugerowały, że są to właściwie jedyne zawody na których pojawia się widownia inna niż przypadkowa, jak ma to miejsce na turniejach odbywających się w centrach handlowych. Na pochwałę zasługuje więc nie tylko przygotowanie zmagań uczestników, ale również otoczki, która pozwoliła przyciągnąć obserwatorów na więcej niż kilkanaście minut. Tym większe wrażenie robi fakt że całość imprezy została zrealizowana przez studenckie koło naukowe.

Trzymamy mocno kciuki za rozwój imprezy, mając nadzieję, że za rok ponownie odwiedzimy Trójmiejski Turniej Robotów.

Podczas całego wyjazdu towarzyszył nam Acer Liquid E3, którego recenzja już niebawem pojawi się na naszym portalu.

Gdańsk pożegnał nas deszczem…

Jestem wydawcą i redaktorem naczelnym think-about.pl. Moją specjalizacją są opracowania związane z przydomowym garażem i warsztatem. Tematyką zająłem się na poważnie w 2015 roku zakładając z grupą przyjaciół pracownię galanterii drewnianej. Przyjmując rolę producenta elementów oświetleniowych i ozdobnych miałem do czynienia z szerokim wachlarzem narzędzi warsztatowych. Wtedy to też na bazie własnych doświadczeń zacząłem przygotowywać pierwsze rankingi narzędzi i artykuły o poszczególnych markach. Cenię wysokiej klasy produkty i umiem docenić ich zastosowania profesjonalne. Jako ex-profesjonalista i konsument-hobbysta jestem jednak fanem łączenia tanich narzędzi i wysokiej jakości oprzyrządowania. Chętnie sięgam m.in. po produkty z dyskontów. Moja opinia o narzędziach parkside to jedno z najczęściej czytanych opracowań na stronie. Jestem również autorem pierwszych w polsce niezależnych testów grilli gazowych i robotów koszących. Planując kolejne teksty przemycam również moją pasję do motoryzacji. Samochody testuję od 2019, a na think-about.pl publikuję przede wszystkim recenzje i artykuł dotyczące aut użytkowych oraz rodzinnych. Moje doświadczenia dziennikarskie sięgają 2007 roku, kiedy to stworzyłem redakcję technologiczną w domenie 3d-info. Portal z krótkimi przerwami istnieje do dziś. Jako autor zawodowy pracuję od 2010 roku. Większość swojej kariery spędziłem korporacjach medialnych i magazynach drukowanych, współtworząc takie tytuły jak Android Magazine PCFormat, Komputer Świat i PCWorld. Tym ostatnim opiekowałem się najdłużej, bo aż do połowy 2023 roku, pełniąc zaszczytną rolę redaktora naczelnego. Jestem też współtwórcą Think-About. Portal powstał w 2012 roku jako projekt hobbystyczny, aby 10 lat później stać się moim kluczowym zajęciem. Z wykształcenia jestem ekonomistą, ale nigdy nie podjąłem pracy związanej z kierunkiem studiów. Mam przywilej łączenia swoich pasji z wykonywanym zawodem. Chętnie sięgam po literaturę dotyczącą zarządzania i biznesu - szczególnie w ujęciu internetowym. Regularnie poszukuję historii ciekawych przedsięwzięć oraz rozwijam się jako wszechstronny administrator i webmaster. Dobrze znam się na sprzęcie komputerowym i pomimo natłoku obowiązków, pozostaję graczem ubóstwiającym tytuły fabularne. Kiedy odchodzę wreszcie od ekranu staram się jak najwięcej biegać. Motywuję się do regularnego wysiłku wyszukując nieszablonowe biegi masowe, w których chętnie biorę udział.

Exit mobile version