W świecie airfryerów od dawna niewiele się dzieje. Jasne, producenci prześcigają się w dokładaniu kolejnych komór, dzielonych koszy albo coraz bardziej absurdalnych presetów. Tylko że to są zmiany konstrukcyjne, a nie technologiczne.
Tymczasem Tefal po latach kombinowania z rusztami, tłumikami i kolorami wreszcie dorzucił do swojej frytkownicy coś, co faktycznie zmienia sposób przygotowywania potraw. Tą nowością jest podczerwień. I spokojnie, nie mówimy tu o urządzeniu za absurdalne pieniądze, które kupią trzy osoby i jeden hotel. To nadal sprzęt wyceniony całkiem rozsądnie, więc istnieje spora szansa, że za chwilę zobaczycie go nie tylko w reklamach, ale też w kuchniach.
Podczerwień w airfryerze? Przecież to już było
W pewnym sensie tak. Jeśli pamiętacie kombiwary, to właśnie one działały na podobnej zasadzie. Halogen, promieniowanie, szybkie nagrzewanie i obieg gorącego powietrza. Tyle że kombiwar był urządzeniem z lat 90., wyglądał jak akwarium dla kurczaka i zwykle zajmował pół blatu. Tutaj Tefal zamknął podobny pomysł w klasycznej frytkownicy beztłuszczowej. Podczerwień ma działać prosto: szybciej nagrzewa powierzchnię produktu niż zwykła grzałka. W teorii daje to efekt trochę podobny do wrzucenia mięsa na bardzo gorącą patelnię. Zewnętrzna warstwa szybko się zamyka, środek traci mniej wilgoci, a całość powinna być bardziej chrupiąca.
Producent twierdzi nawet, że jedzenie jest o 30% bardziej chrupiące. Brzmi bardzo naukowo. Tak samo naukowo jak wszystkie procenty, które producenci wrzucają do prezentacji, nie tłumacząc potem co dokładnie mierzyli i dlaczego akurat wyszło im 30, a nie 27 albo 43. Na szczęście tę frytkownicę da się ocenić bez marketingowej matematyki.
Skrzydełka. Czyli test, który wszystko weryfikuje
Jeśli jest jedna potrawa, po której najszybciej poznaję czy airfryer jest dobry, to są to skrzydełka. Robię je zawsze podobnie: skrobia kukurydziana, przyprawy i na końcu sos buffalo. Uprzedzam od razu wszystkich, którzy lubią pisać, że są blade. Tak, są. Skrobia kukurydziana praktycznie się nie rumieni. Ale za to robi świetną chrupiącą skorupkę. I właśnie przy skrzydełkach ta nowa technologia wypada najlepiej. To nie są najlepsze skrzydełka, jakie zrobiłem w życiu. Ale są bardzo blisko. Za to bez żadnych wątpliwości są to najlepsze skrzydełka, jakie zrobiłem w urządzeniu Tefala.
Chrupiące, soczyste, z dobrze dopieczoną skórką i bez wysuszonego środka. Mam nawet podejrzenie, skąd bierze się ten efekt. Producent zaleca przy skrzydełkach włączenie funkcji Crispy Finish. W praktyce oznacza po prostu dodatkowe dwie minuty pracy w 230 stopniach na sam koniec. I wiecie co? To działa. Dzięki temu skórka dostaje jeszcze jeden mocny strzał temperatury, zanim zdąży oddać wilgoć. W zwykłym airfryerze często kończy się to wyborem: albo mięso jest soczyste, albo skórka chrupiąca. Tutaj po raz pierwszy od dawna nie miałem poczucia, że muszę wybierać.
Mniej potrząsania, mniej utraty ciepła
Nowy Tefal nagrzewa się zauważalnie szybciej od większości klasycznych airfryerów. I to nie tylko dlatego, że ma podczerwień. Pomaga też to, że nie trzeba nim tak często machać. To może brzmieć banalnie, ale każde otwarcie kosza oznacza stratę temperatury. Właśnie dlatego zawsze powtarzam, że przewaga airfryera nad piekarnikiem nie bierze się wyłącznie z mniejszego rozmiaru. Chodzi też o to, że nie grzejemy wielkiej pustej przestrzeni. Tutaj jest jeszcze lepiej, bo urządzenie szybciej wraca do temperatury i rzadziej wymaga mieszania zawartości.
Co ciekawe, Tefal dorzucił też podgrzewanie od dołu. Wiele osób od dawna szukało takiej konstrukcji. Ja podchodziłem do tego z dystansem, bo dobrze zaprojektowany obieg powietrza zwykle załatwia sprawę bez dodatkowej grzałki. Ale skoro jest, nie podnosi przesadnie ceny i faktycznie pomaga, to trudno narzekać. Przy okazji to pierwsza frytkownica Tefala od dawna, która nie ma tych charakterystycznych żeliwnych rusztów. Zamiast nich dostajemy zwykłą nieprzywierającą tackę. Mam w tej materii dość ambiwalentne odczucia.
Frytki. Wreszcie Tefal zrobił sprzęt, który lepiej radzi sobie z mięsem
I to jest chyba największe zaskoczenie. Przez lata frytkownice Tefala zwykle najlepiej wypadały właśnie przy frytkach. Tym razem mam wrażenie, że role się odwróciły. Nie znaczy to, że frytki wychodzą źle. Wręcz przeciwnie, mrożone frytki wychodzą bardzo dobrze, ale…
To pierwszy airfryer od dawna, który nie ma klasycznych presetów typu „kurczak”, „frytki” albo „ciasto”. Zamiast tego są rzeczywiste tryby pracy różniące się sposobem wykorzystania grzałki. I bardzo mi się to podoba. Bo prawda jest taka, że większość presetów w innych urządzeniach to fikcja. Cały kurczak piecze się inaczej niż skrzydełka. Sernik baskijski potrzebuje innych ustawień niż babka. Po tygodniu i tak przestajecie korzystać z gotowych programów i ustawicie wszystko ręcznie.
Tutaj Tefal po prostu od razu zakłada, że będziecie to robić. Tylko, że ma to jeden minus. Skoro urządzenie nie wie, co przygotowujecie, to nie przypomni też, kiedy trzeba potrząsnąć koszem. W modelach z presetami często pojawia się automatyczne przypomnienie. Tutaj trzeba pilnować tego samemu. A przy frytkach bywa to ważne, bo według instrukcji niektóre porcje wymagają nawet pięciokrotnego potrząsania w trakcie pieczenia. Przez pierwszych kilka użyć kończyło się to u mnie sięganiem po papierową instrukcję częściej, niż bym chciał. Potem przywykłem i jestem zadowolony. Ale to nadal jest urządzenie, które wymaga od użytkownika odrobiny zaangażowania.
Pizza nadal pozostaje pizzą z airfryera
Przetestowałem też pizzę. Oczywiście taką małą, bo przy konstrukcji „wyższej niż szerszej” trudno zmieścić cokolwiek większego. I jak zwykle w przypadku airfryera góra wypada lepiej niż dół. Ser i dodatki dopiekają się bardzo ładnie. Spód jest poprawny, ale bez cudów. I nie, nadal żaden airfryer nie zrobi Wam panterki na spodzie jak piec do pizzy. Najlepsze urządzenia lekko przyrumienią dół. Najgorsze zostawią go prawie surowym. Ten Tefal trafia gdzieś pośrodku – spód jest dopieczony, ale trudno mówić o czymś więcej. Za to całkiem nieźle sprawdza się okienko. W wielu urządzeniach jest ono umieszczone zbyt nisko i patrzymy głównie na bok jedzenia. Tutaj znajduje się wyżej, więc podczas pieczenia można normalnie kontrolować to, co zwykle interesuje najbardziej, czyli stopień przypieczenia z góry.
Ser wreszcie zostaje tam, gdzie powinien
Podczas dwóch miesięcy testów wrzuciłem do tej frytkownicy naprawdę sporo rzeczy. I pojawiła się jedna niespodziewana zaleta. To pierwszy airfryer od dawna, w którym mogę zrobić klasyczne zapiekanki i ser rzeczywiście rozpuszcza się na bułce. Nie na ruszcie. Nie na ściankach. Nie na grzałce. Na bułce. Podejrzewam, że znowu chodzi o szybkie nagrzewanie. Ser zaczyna się topić natychmiast, zanim zdąży zostać porwany przez obieg powietrza. Brzmi śmiesznie, ale jeśli choć raz wyciągaliście z airfryera samą szynkę, bo ser odleciał na górę urządzenia, to wiecie, że to naprawdę ma znaczenie.
Nie wszystko jest idealne, ale to detale
Jest też kilka rzeczy, które mi przeszkadzają. Minimalna temperatura wynosi 50 stopni, a tryb dehydratacji działa w 70 stopniach. To oznacza, że część bardziej delikatnych zastosowań odpada. Jogurtów raczej tu nie zrobicie. Niektóre sery też będą wymagały niższej temperatury. No i nadal nie jestem fanem samego formatu urządzenia. Wolę airfryery większe i szersze. Takie, do których łatwiej włożyć pizzę, więcej frytek albo większy kawałek mięsa.
Od strony materiałów jest natomiast całkiem dobrze. Front i boki wykonano z matowego tworzywa, które nie zbiera odcisków palców i łatwo je wyczyścić. Góra jest niestety błyszcząca, choć na szczęście nie rysuje się tak łatwo jak typowy piano black. Za to przyciąga kurz z determinacją odkurzacza.
Czy to najlepszy airfryer Tefala?
Tak. Nie wiem, czy to najlepsza frytkownica beztłuszczowa na rynku. Dla mnie nie, bo po prostu wolę większe konstrukcje. Ale to zdecydowanie najlepszy airfryer, jaki Tefal wypuścił od strony technologii. I prawdopodobnie najlepszy model o takich proporcjach, jaki można dziś kupić.
Tefal ma w rękach naprawdę dobrą technologię. Taką, która nie wygląda na absurdalnie drogą we wdrożeniu. Jeśli przeniosą ją do większego modelu, a najlepiej do sensownie zaprojektowanego urządzenia typu Dual, to może się okazać, że wreszcie zrobią frytkownicę, która nie będzie tylko ciekawostką.
Ten model kupisz tutaj
Materiał powstał we współpracy z Tefal

