sobota, 31 stycznia

O czym mowa?

Uwielbiam działy technologiczne wielkich portali. Jeden z serwisów, informował o premierze Elysium VR słowami: „Polacy ulepszyli produkt Google”. Rzecz jasna Polacy to Goclever, a produkt Google to Cardboard. Chłopaki z Mountain View są okrutnie zawstydzeni, że nie wpadli na wykorzystanie tworzyw sztucznych. Jest to tak samo pewne jak to, że Polscy inżynierowie z działu projektowego Goclever i krajowe fabryki, stoją za tą innowacją.

reklama

Bynajmniej nie śmieję się z samego produktu. Jest to jedna z wielu plastikowych tożsamości Cardboard. Warta uwagi chociażby dla tego, że dostępna w kraju, z krajową gwarancją. Niedawno testowałem Samsung GearVR. Jednak zdaję sobie sprawę, że tym razem przyjdzie mi się rozpisać o sprzęcie, skierowanym do nieco innego odbiorcy. Produkt jest ciekawy, tym bardziej zachęcam do przeczytania recenzji.

 

 

Wykonanie

Pierwsze wrażenie jest naprawdę super – pudełko, pozytywnie zaskakuje grafikami i jakością. Niestety mam wrażenie, że stanowi ono co najmniej połowę wartości zestawu. Same gogle wyglądają nieźle, ale materiały są dość niskiej jakości. Całość prezentuje się jak tania zabawka. Tworzywo jest cienkie, a sprężyny mocujące trzeszczą. Nie wiem czy kartonowy pierwowzór nie jest solidniejszy.

Mocowanie na głowę, przypomina konstrukcję Samsunga. Znowu mamy gumy, skóropodobne tworzywo i rzepy. Nie muszę jednak zakładać ich na głowę, aby ocenić wpływ użytych materiałów na skórę. Poprzedni redaktor zostawił pamiątkę spoconej twarzy, w postaci białego nalotu. Działa to tak: przed założeniem myjemy gogle, a po zdjęciu myjemy twarz.

 

 

Rozpoczęcie pracy

Elysium VR mają jedną istotną zaletę – są uniwersalne przez kompatybilność ze smartfonami 4-5,5 cala. Ja korzystałem z 5-calowego Prestigio 5508, który mieścił się również w sylikonowym etui. Smartfona mocujemy tak trochę na oko. Do dyspozycji mamy dodatkowe pokrętło, pozwalające ustawić rozbieżność soczewek.

 

 

Zabawa

Pierwsze uruchomienie było doświadczeniem dość traumatycznym. Zawężone kąty widzenia sprawiają, że wokół oczu mamy sporą ramkę. Wirtualny świat oglądamy więc jak przez wizjer lustrzanki.

Absolutnie nie zabraknie nam aplikacji i filmów do zabawy. Możemy skorzystać z naprawdę sporej bazy Google Play oraz dostosowanych materiałów w Youtube. Niestety ilość wiąże się z różnoraką jakością – przyszło mi ściągnąć kilka aplikacji, które były zupełnie nieprzydatne. Nie jest to w żadnym wypadku wina sprzętu, z którego korzystałem – w przypadku każdej, innej kopii Cardboard, doświadczymy tego samego. Całe szczęście, nawet średniej kasy smartfon, radzi sobie z uruchomieniem oprogramowania.

Ciekawym porównaniem z GearVR, są również możliwości obsługi gier. Podczas gdy z Samsungiem nie widziałem potrzeby użytkowania GamePada (gogle miały panel dotykowy), to gry dedykowane pod Cardboard, zazwyczaj wymagają zewnętrznego kontrolera.

 

 

Jednak nie zabawa

Jeśli trafi nam się słoneczny dzień, refleksy światła potrafią popsuć zabawę. Wpadają przez mocowania gum, otwory wentylacyjne na bokach oraz koło nosa. Absurdem jest samoistne wysuwanie się frontu gogli, kiedy smartfon jest w środku. Mowa o ruchomym elemencie, który dostosowuje ostrość widzenia. Normalnie dość pewnie siedzi na miejscu, jednak po wczepieniu urządzenia jego waga znacznie rośnie. Można oczywiście się nie rozglądać (albo wcale nie kupować gogli).

Zapraszam również do obejrzenia naszego nagrania. Przepraszam jednocześnie za skoki jakości i uciekający kadr – główna kopia uległa uszkodzeniu.

 

 

Podsumowanie

Przyznaję się, że porównałem sprzęt za nieco ponad 100 zł z odpowiednikiem wycenianym na jakieś 700 zł. Aby było bardziej dosadnie, cena zestawów testowych to jakieś 400 zł kontra 3 400. Jednak bycie tanią alternatywą, wcale nie musi oznaczać bycia tandetą. Złożone Cardboard są jeszcze tańsze, a mimo to nie wkurzają użytkownika. Złą jakość materiałów jestem w stanie wybaczyć – wszak niedrogi dostęp do technologii VR, jest wart poświęceń. Jednakże samoczynnie rozsuwający się front i „przelotowe” otwory przy gumach to nie kwestia oszczędności, tylko złego projektowania. Mam prośbę – zanim zdecydujecie się na zakup, chociaż raz załóżcie na głowę sprzęt z wysokiej półki. Jeśli już przy pierwszym razie „popsujecie” sobie VR, to dołączycie do grona twierdzących, że jest to technologia bez przyszłości.

Za udostępnienie sprzętu do testów dziękujemy marce:

Jestem wydawcą i redaktorem naczelnym think-about.pl. Moją specjalizacją są opracowania związane z przydomowym garażem i warsztatem. Tematyką zająłem się na poważnie w 2015 roku zakładając z grupą przyjaciół pracownię galanterii drewnianej. Przyjmując rolę producenta elementów oświetleniowych i ozdobnych miałem do czynienia z szerokim wachlarzem narzędzi warsztatowych. Wtedy to też na bazie własnych doświadczeń zacząłem przygotowywać pierwsze rankingi narzędzi i artykuły o poszczególnych markach. Cenię wysokiej klasy produkty i umiem docenić ich zastosowania profesjonalne. Jako ex-profesjonalista i konsument-hobbysta jestem jednak fanem łączenia tanich narzędzi i wysokiej jakości oprzyrządowania. Chętnie sięgam m.in. po produkty z dyskontów. Moja opinia o narzędziach parkside to jedno z najczęściej czytanych opracowań na stronie. Jestem również autorem pierwszych w polsce niezależnych testów grilli gazowych i robotów koszących. Planując kolejne teksty przemycam również moją pasję do motoryzacji. Samochody testuję od 2019, a na think-about.pl publikuję przede wszystkim recenzje i artykuł dotyczące aut użytkowych oraz rodzinnych. Moje doświadczenia dziennikarskie sięgają 2007 roku, kiedy to stworzyłem redakcję technologiczną w domenie 3d-info. Portal z krótkimi przerwami istnieje do dziś. Jako autor zawodowy pracuję od 2010 roku. Większość swojej kariery spędziłem korporacjach medialnych i magazynach drukowanych, współtworząc takie tytuły jak Android Magazine PCFormat, Komputer Świat i PCWorld. Tym ostatnim opiekowałem się najdłużej, bo aż do połowy 2023 roku, pełniąc zaszczytną rolę redaktora naczelnego. Jestem też współtwórcą Think-About. Portal powstał w 2012 roku jako projekt hobbystyczny, aby 10 lat później stać się moim kluczowym zajęciem. Z wykształcenia jestem ekonomistą, ale nigdy nie podjąłem pracy związanej z kierunkiem studiów. Mam przywilej łączenia swoich pasji z wykonywanym zawodem. Chętnie sięgam po literaturę dotyczącą zarządzania i biznesu - szczególnie w ujęciu internetowym. Regularnie poszukuję historii ciekawych przedsięwzięć oraz rozwijam się jako wszechstronny administrator i webmaster. Dobrze znam się na sprzęcie komputerowym i pomimo natłoku obowiązków, pozostaję graczem ubóstwiającym tytuły fabularne. Kiedy odchodzę wreszcie od ekranu staram się jak najwięcej biegać. Motywuję się do regularnego wysiłku wyszukując nieszablonowe biegi masowe, w których chętnie biorę udział.

Exit mobile version