Przeglądając ofertę z Lidla, kolejny już trafiłem na frytkownicę beztłuszczową, która kosztuje niecałe 200 zł. Do tej pory średnio wierzyłem w jej jakość, ale postanowiłem sprawdzić, co na jej temat piszą użytkownicy.
Dyskonty słyną z tego, że w ich ofercie możemy znaleźć mnóstwo urządzeń w bardzo niskich cenach. Czasami do tego stopnia, że człowiek zastanawia się, czy ten sprzęt właściwie spełnia swoje zadanie. Piotrek na kanale Think-About na YouTube jednak testował już tak dużo urządzeń kuchennych w różnych cenach (w tym tych bardzo tanich), że jestem w stanie uwierzyć już we wszystko.
Przeglądając aktualną ofertę Lidla trafiłem na frytkownicę beztłuszczową Silvercrest, którą można aktualnie kupić za 199 zł. Jeśli chodzi o opisy na stronach sklepu czy producenta, to oczywiste jest, że ci będą swój towar chwalić. Postanowiłem więc sprawdzić, co na temat tego airfryera piszą i mówią ludzie, którzy go rzeczywiście używają. Na początek jednak przyjrzę się specyfikacji oraz temu, co urządzenie oferuje.
Moc frytkownicy to 1000 W. Zakres temperatur, w jakich pracuje to od 80 °C do 200 °C. Jest to właściwie standard. W bardziej rozbudowanych urządzeniach ten zakres jest nieco większy, przede wszystkim w jego dolnej granicy. Są frytkownice, które pracują nawet w temperaturze 40 °C, co pozwala na zrobienie np. jogurtu. Jednak nie jest to domena tych najtańszych produktów. Drugie pokrętło służy do ustawiania timera. Ten ma zakres do 30 minut i posiada funkcję automatycznego wyłączania. Z takich ważniejszych informacji to maksymalna pojemność koszyka to 1,8 litra. Oznacza to, że można tam zmieścić jednorazowo około 400 g frytek. Nie jest to dużo, ale dla jednej, czy dwóch osób sprzęt powinien być w zupełności wystarczający.

Postanowiłem przyjrzeć się opiniom, poczytać i pooglądać co o tym urządzeniu sądzą ludzie, którzy go kupili i używają. Na początek oczywiście karta produktu w sklepie. Tutaj ocena na poziomie 4,3/5 na podstawie 25 ocen. Nie jest to dużo, ale coś zawsze można wyciągnąć. Zaskoczyłem się już na samym początku, bo posortowałem oceny od najniższych. W sumie zarówno 1, 2, 3 czy 4 były wystawiane w 90 % z jednego powodu, rozmiaru. Ludzie pisali, że frytkownica za mała i nie spełnia ich oczekiwań. No fakt, kupując ten model, trzeba mieć na uwadze, że za duży on nie jest. I tutaj kolejne zaskoczenie, bo większość 5-gwiazdkowych opinii też odnosi się do rozmiaru. Dla 1, czy maksymalnie dwóch osób, które nie oczekują wielu dodatkowych funkcji, jest to urządzenie wystarczające.
Zawędrowałem także na YouTube. Zbyt wielu materiałów na temat tego konkretnego modelu tutaj nie ma, ale obejrzałem szybki test i wpadłem w sekcję komentarzy. Zacznę od filmu, który pojawił się na kanale MotoQba. Mieszczuch na wsi. Twórca kanału, zapewne Kuba, nie stworzył tutaj recenzji, tylko nagrał materiał, jak robi frytki zaraz po wyjęciu z opakowania. Sam się zresztą przyznaje, że instrukcję czytał dopiero w trakcie „gotowania”. Niemniej jednak, mimo kilku błędów, takich jak brak potrząsania w trakcie pieczenia to według jego relacji frytki wyszły dobrze. Jak można zauważyć, tutaj porcje nie były zbyt obfite, jednak jeden wrzut został podzielony na 3 porcje, więc to niewiele.
W komentarzach, zarówno pod filmem jak i shortem pojawiło się kilka opinii na temat tego urządzenia. Tutaj te są już dużo bardziej zróżnicowane, ale jednocześnie zrównoważone. Jak to bywa przy tego typu urządzeniach, część osób chwali, część krytykuje. Najbardziej podobał mi się komentarz, w którym jeden z użytkowników pisze, że nie jadł w życiu gorszych frytek. Jakiś czas później dodał kolejny komentarz, że zaczął korzystać ze spryskiwacza oleju i frytki wyszły bardzo dobre. Czyli kolejny raz potwierdza się teza, że frytkownica beztłuszczowa nie do końca jest taka beztłuszczowa, bo potrawy z użyciem małej ilości oleju wychodzą dużo lepiej. Niemniej jednak tego oleju jest tu o wiele mniej.
Na temat tego konkretnego modelu nie znalazłem w sieci zbyt wielu materiałów, ale zdaje się potwierdzać to, co czytam w komentarzach pod naszymi filmami na kanale Think-About. Piotrek testował różne frytkownice. Zarówno takie, które kosztują prawie 2000 zł, jak i takie, które można kupić za 2 stówki. Opinie są podobne. Wiele osób chwali te tanie urządzenia ze względu na prostotę działania i obsługi, lub właśnie dlatego, że najczęściej są małe i w zupełności wystarczające dla kogoś, kto używa jej w pojedynkę, lub w dwie osoby. Z kolei każdy, kto oczekuje dużych rozmiarów, dwóch komór, automatycznych trybów czy też wielu rozbudowanych funkcji, stwierdzi, że kupowanie takiej frytkownicy jest bez sensu.
Na koniec krótkie podsumowanie, takie trochę na podstawie własnych przemyśleń. Ja się od dawna wzbraniam przed zakupem frytkownicy beztłuszczowej. Dlaczego? Przede wszystkim w wielu przypadkach uświadamiam sobie, że nie wykorzystałbym jej wszystkich możliwości, a płacić za coś np. 600 czy 700 zł tylko po to, żeby od czasu do czasu zrobić tam frytki dla mnie całkowicie mija się z celem. Jednak z takim myśleniem i podejściem idealnie wpadam w target takiego właśnie urządzenia, jakim jest wspomniana wyżej frytkownica z Lidla. Bo 200 zł to nie jest bardzo dużo jak za sprzęt do kuchni, nie zajmuje wiele miejsca i przede wszystkim pojemność w zupełności wystarcza do moich potrzeb. Przez długi czas też myślałem, że jest to typowy skok na kasę, że jakość i trwałość takich urządzeń jest praktycznie zerowa. Jednak po opiniach dotyczących tej frytkownicy, ale też innych modeli z podobnej półki cenowej coraz bardziej kieruję się w stronę zakupu. Nie wiem jeszcze, czy to będzie konkretnie ten model, ale zapewne już niedługo w kuchni pojawi się nowy sprzęt, właśnie w granicach około 200 zł. Bo tanie i proste nie jest dla każdego, ale to nie oznacza, że nadaje się tylko do śmieci.

