Olympus TG-4 – zdobywca alpejskich czterotysięczników

Podziel się:

Wstęp do opowieści

Czy przedmioty mogą mieć duszę? Rozważenie tego pytania z pewnością należało do zadań twórców scenariusza do Sasuage Party, amerykańskiej komedii animowanej, w której to produkty spożywcze pragną wydostać się z wielkiego supermarketu. Zapewne większość dorosłych widzów uznała, że ma do czynienia ze zwyczajną bajką. Podobnego zdania była nasza redakcja, do czasu gdy otrzymaliśmy telefon z siedziby Olympusa. Okazało się bowiem, że jeden ze sztandarowych aparatów podróżniczych zaczął popadać w depresję. Wszak końcówka wakacji to jedna z tych chwili gdy piękne modelki opalają skórę na plaży, a umięśnieni mężczyźni pływają na deskach surfingowych. Tymczasem TG-4 (bo o nim mowa), musiał tkwić wewnątrz pudełka, w ciemnym magazynie japońskiego producenta. Postanowiliśmy dołączyć do nowatorskiego systemu adopcji sprzętu IT i  zadbać o niedoceniony aparat.

olympus_tg-4-4

Przygotowania

Wybór był prosty. Alpy. To jedno z niewielu miejsc w europie, które nawet w lipcu jest w stanie zapewnić warunki wysyłające standardowy sprzęt elektroniczny na elektro-cmentarz. TG-4 dotarł do redakcji w wyśmienitym nastroju. Naszą uwagę przykuła wzmocniona obudowa sugerująca, że przygarnięty towarzysz doskonale przygotował się do drogi. Niczym prawdziwy surwiwalowiec, zabrał ze sobą jedynie kabel, ładowarkę oraz instrukcję. Wiadome jest, że twardziele ich nie czytają. Całe szczęście aparat miał okazać się na tyle intuicyjny, że żaden członek wyprawy nie musiał poświęcać swojej dumy, pochylając się nad dokumentacją.

olympus_tg-4-2

 

Przygoda

Dotarcie do Chamonix, czyli francuskiego odpowiednika Zakopanego, poprzedziło zwiedzenie najbardziej neutralnego militarnie miasta na świecie – Genewy. Ze względu na groźne wzornictwo TG-4, bałem się, iż może on zostać uznany za rodzaj jakiejś broni. Biorąc pod uwagę ciężar i gabaryty aparatu, przy odrobinie wysiłku mogłem zapewnić sobie skierowanie do jednego ze szwajcarskich więzień. Trzeba przyznać, że produkt Olympusa jest nieco cięższy i większy od typowych aparatów kompaktowych, brak mu przy tym także pewnego rodzaju finezji. Warto jednak pamiętać, że walory estetyczne nie należą do cech poszukiwanych przez miłośników przygód.

olympus_tg-4-5

olympus_tg-4-6

TG-4 Bez problemu wytrwał ponad 30 stopniowe, Genewskie, upały. Jednak prawdziwy test jego umiejętności miał dopiero nadejść. Po przyjeździe do Francji i wyjściu aklimatyzacyjnym w góry, na Aiguille de Toule, Olympus miał możliwość przejścia pierwszego poważnego testu. Jego solidna konstrukcja sprawiła, iż bez większych obaw można było umieścić go w plecaku razem z rakami czy innym ekwipunkiem wspinaczkowym. Jedną z ogromnych zalet testowanego aparatu szybko okazały się stosunkowo duże przyciski. Pozwalają one, na bezproblemowe korzystanie ze sprzętu, bez konieczności zdejmowania grubych rękawic. Efektem jest poczucie komfortu oraz miłe przekonanie, że opowieści o tym, jak dziadek odmroził i finalnie stracił palce, nie będą rodzinną legendą przez następne pokolenia.

olympus_tg-4-9

olympus_tg-4-8

olympus_tg-4-11

Warto zaznaczyć, że sam TG-4 był zachwycony wyprawą. Podczas podejść aklimatyzacyjnych radził sobie dużo lepiej niż cały zespół wspinaczkowy, pokazując tym, iż zmniejszona ilość tlenu nie jest dla niego żadnym dyskomfortem. Górskie otrzęsiny obejmowały tradycyjne uderzenia czekanem, przeloty do osoby na drugim końcu liny, zakopywanie w jamie śnieżnej, z późniejszym chowaniem do plecaka, aby śnieg, z najgłębszych jego szczelin mógł rozmarznąć. Żadna z konkurencji nie robiła na Olympusie wrażenia. Widać było, że jest do tego stworzony. Nieskuteczne okazały się także próby utopienia maleństwa, które pokazały jednocześnie, że jest on całkowicie niezatapialny.  

olympus_tg-4-8

olympus_tg-4-13

olympus_tg-4-1

Ostateczna próba możliwości Olympus TG-4 nadarzyła się podczas ataku szczytowego na Gran Paradiso, czterotysięcznika we włoskich Alpach, którego wysokość wynosi dokładnie 4.061 m. n. p. m. Już na początku wspinaczki, gdy temperatura spadła poniżej -5 stopni Celsjusza, wykonywanie zdjęć iPhonem 6, który odpowiada za wszelkie fotografie uwieczniające TG-4, okazało się niemożliwe. Wyświetlacz nie reagował prawidłowo i zaczynał wariować. Smartfon trafił tam gdzie jego miejsce, czyli do plecaka w towarzystwie ciepłego polaru. Olympus w dalszym ciągu robił doskonałe zdjęcia. Równie dobrze radził sobie na szczycie, gdzie temperatura zbliżyła się do -20 stopni poniżej zera. Mimo, iż Olympus, przez cały czas znajdował się, co najwyżej, w kieszeni spodni, ani razu nie zawiódł. Sypiący śnieg, niska temperatura i silny wiatr, w żaden sposób nie pokrzyżowały planów TG-4, a zdjęcia zrobione z jego wykorzystaniem okazały się bardzo zadowalające.

Powrót

Po zdobyciu góry, pełny życia TG-4 wrócił do swojej Alma Mater – Olympusa. Ja wróciłem do redakcji, wtedy też przyszedł czas na chwilę refleksji. Testowany aparat, z pewnością ma kilka wad. Nie grzeszy urodą, wydaje się toporny i ciężki, posiada też kiepski pasek, który całkowicie psuje jego wizerunek. Gdybym miał sięgnąć po motoryzacyjne porównanie, przypominałby mi trochę Poloneza. Oczywiście TG-4 nie jest technologicznym starociem, ale ze względu na brak finezji, porównanie go do produktu FSO, jest jak najbardziej trafne. Istotne jest to, że Polonez mógł wjechać wszędzie, był stosunkowo niezawodny, a w dodatku, z racji ilości zużytej stali, taranował wszystko co stanęło na jego drodze. Ciężko działająca kierownica i skrzynia biegów nie współpracująca z kierowcą, stanowiły w tym wypadku jedynie smaczek, wspominany do dziś z nutką nostalgii.


olympus_tg-4-3

Taki właśnie jest Olympus TG-4. Doskonały aparat na górskie wyprawy. Model, którym będziecie wykonywać zdjęcia niemal wyłącznie w trybie automatycznym, skupiając się na jednym guziku. Nie ma znaczenia czy jest to fotografia wystawiona na dużą ekspozycję bieli, robiona pod słońce, czy może w zamkniętym, niedoświetlonym pomieszczeniu. W każdym z tych przypadków, zdjęcia wyjdą nadzwyczaj dobrze. Oczywiście potrafi on zrobić niezłe zdjęcia w trybie makro, ale to tylko dodatek. Zastosowaną optykę czy zakres ISO można całkowicie pominąć, zachwycając się wysoką żywotnością baterii, nawet przy istotnie ujemnych temperaturach. Jako duży atut zaliczamy również lokalizator GPS, który pomoże nam zapamiętać, gdzie zrobiliśmy zdjęcia (nawet jeśli sami nie byliśmy pewni miejsca pobytu). Ciekawy sprzęt, sprawdzi się nie tylko na wyprawie górskiej, z równie dużą pewnością, można wrzucić go do plecaka podczas wyprawy po Azji, bez obaw, iż kapryśna pora deszczowa czy niedokręcona butelka wody sprawią, iż słowo Alzheimer będzie przyczyną ciarek na plecach.

Na koniec opowieści dorzucamy zdjęcia wykonane za pomocą TG-4. Fotografie zostały przeskalowane za 1500px z zachowaniem maksymalnej jakości (pozostałe zdjęcia w materiale wykonał iPhone 6).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Olympus TG-4 otrzymał od nas wyróżnienie w kategorii:

poleca_15_2

Za udostępnienie sprzętu dziękujemy marce:

Olympus_logo

Zostaw komentarz