Jaka dziwna ta Europa Universalis – gram w Stellaris Galaxy Edition

Pierwsze dwie części Europy Universalis ogrywałem dzięki płytkom dołączanym do czasopism. Trójkę i czwórkę kupiłem będąc już świadomym graczem. Jako entuzjasta serii pozostawałem dość konserwatywny. Pożyczone od kumpla Crusader Kings uruchomiłem na 15 minut, a Hearts of Iron omijałem z daleka. Takie podejście sprawiało, że miałem nikłe szanse aby zapoznać się ze Stellarisem. Najnowsza produkcja Paradox Development to kolejna wariacją na temat Europy Universalis. Najstraszniejsza z możliwych bowiem całkowicie pozbawiona zarysu historycznego. Deweloper po prostu wyprosił ze studia wszystkie tęgie głowy i stworzył tytuł w klimatach Sci-Fi. Jeśli podobnie jak ja liczyliście, że cały ten kosmiczny bałagan będzie podszyty popularnonaukową wiedzą i elementami historii współczesnej – możecie poczuć się srogo rozczarowani. Gra byłaby właściwe do pominięcia, gdyby nie to że cholernie wciąga.

Chyba warto zaznaczyć, że z marszu wybrałem wariant Galaxy Edition. Jego cena oscyluje w okolicach 100 złotych. Nie wiem jak wygląda gra w wersji podstawowej i nie chcę wiedzieć, bo konieczność płacenia za DLC mnie po prostu wkurza. Wdrożenie się w rozgrywkę nie będzie stanowić problemu dla osób znających gry Paradoxu. Interfejs pozostaje bez zmian, a o nietypowych rozwiązaniach informuje wirtualny asystent. Bez doświadczenia pewnie również da się pograć. Tempo rozgrywki jest kontrolowane, a jako wsparcie zawsze pozostaje pokaźna lista kodów. Tutaj można wspomnieć o poziomie trudności. Europę Universalis rozgrywam od dłuższego czasu bez kodów. Stellaris zmusił mnie do uruchomienia okienka komend ale przypuszczam, że wynika to z nieco zmodyfikowanych mechanizmów rozgrywki. Ogólnie rzecz biorąc gra wydaje się bardziej przystępna i prostsza niż Europa.

Koncepcja Stellarisa sprawiła, że Paradox nie musiał już ograniczać pola rozgrywki do tradycyjnego globusa. Przestrzeń dostępna na mapach zaskakuje ale również przytłacza. Pojedyncze planety i gwiazdy nie mają tu większego znaczenia. Kolonizacje i rozbudowy osad nie dostarczają należytej dawki frajdy. Wydawca najwidoczniej zdał sobie sprawę jak trudno będzie sterować imperium składających się z setek planet. Udostępnił więc system pozwalający na łączenie układów słonecznych w sektory. Gracz sam ustanawia stopień autonomiczności sektora pozbawiając się nużących obowiązków. Niestety kiedy zautomatyzujemy elementy gospodarcze to już niewiele zostaje do zrobienia.

Handel w Stellarisie został uproszczony do poziomu przeciętnego RTS’a i nawet szkoda o nim wspominać. Kwestie polityczne są poruszane, a system zasypuje gracza losowymi wydarzeniami ale jakoś nie wzbudzają one moich emocji. Trudno bowiem poczuć chęć interwencji gdy dowiadujemy się, że kosmici podobni do ptaków wypowiedzieli wojnę kosmitom podobnym do nosorożców. Szczególnie, że narracja między państwami została ograniczona do 5 czy 6 okienek wyboru z banalnymi tekstami typu „ukorzcie się przed naszą potęgą albo gińcie”. Szkoda, że Paradox nie poszedł już na całość i nie ubrał tytułu w jakieś humorystyczne szaty.

Najmocniejszą stroną gry okazuje się więc aspekt militarny. Szczególnie spodobał mi się kreator floty. Gracz otrzymuje kadłub statku i wedle uznania wypełnia go odkrytymi technologiami. Dzięki temu można stworzyć unikatowe jednostki do zadań specjalnych. Europa Universalis jest nieco ułomna w tej kwestii. Bitwy kosmiczne Stellarisa są rozgrywane dynamicznie, obejmują animację wszystkich jednostek i są przyjemne dla oka. Dzięki temu tytuł okazuje się najładniejszą grą Paradoxu. Kosmiczne realia psują natomiast ideę ochrony terytoriów. Wprawdzie możemy budować stacje obronne i punkty graniczne, ale przeciwnik może łatwo ominąć wszelkie umocnienia i zaatakować stolicę (SI skrzętnie korzysta z takiej możliwości). Jeśli chodzi o budowę, fajnym dodatkiem jest możliwość tworzenia stacji obserwacyjnych na planetach zamieszkałych przez prymitywne cywilizacje. Można je obserwować, atakować albo delikatnie wpajać im swoje wartości.

Jeśli gra jest dobra to przez całe dnie rozgrywam w głowie warianty kolejnych posunięć. Stellaris pochłonął moje myśli na dobre 3 doby, natomiast finalnie zabawę zakończyłem po tygodniu. Dziewczyna, która namówiła mnie na zakup gry wykazała więcej cierpliwości. Poświeciła przynajmniej drugie tyle czasu co ja i pewnie gdyby nie moje zrzędzenie to grałaby dalej. Oznacza to właściwie tyle, że gra jest udana – wciąga i wykorzystuje najlepsze rozwiązania Paradoxu. Muszę przecież przyznać nikt kto oczekuje wątków historycznych i zaawansowanej mechaniki gospodarczej nie sięgnie po tytuł o potyczkach kosmitów.

Ocena:                   ####/#####
Jakość:                #####/#####
Opłacalność:        ####/#####
Frajda:                  ####/#####

 

Posted in Off topic.